Najczęstsze lęki przyszłych mam. Wywiad z Małgorzatą Ohme

Najczęstsze lęki przyszłych mam
fot.: photos.com

O najczęstszych lękach przyszłych mam z psychologiem rozwojowym i psychoterapeutą Małgorzatą Ohme rozmawia Agnieszka Roszkowska.

Gdy kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży, na początku zwykle pojawia się strach przed utraconą wolnością, świadomość „uwiązania do końca życia” i tego, że nic już nie będzie takie samo. Czy takie myśli są normalne?

Absolutnie tak. Powiem więcej, to dobrze, że te myśli się pojawiają. Taki lęk jest świadectwem dojrzałości, bo kobieta zaczyna myśleć o tym, co się zmieni, zaczyna planować swoje życie, uwzględniając w nim zmiany. Wyobraża sobie nowe położenie i szuka rozwiązania. To taki moment dojrzałego myślenia. Natomiast sytuacja, gdy żadne myśli lękowe się nie pojawiają (oprócz przypadków, gdy jest to np. kolejne dziecko), może być niepokojąca, bo może świadczyć o tym, że kobieta nie jest w stanie wyobrazić sobie konsekwencji tej wielkiej zmiany i późniejsze zderzenie się z rzeczywistością może być dla niej dużym zaskoczeniem.


Co może pomóc w oswojeniu się z faktem, że będę mamą, zaakceptowaniu tej nowej sytuacji?


Na pewno kontakt z innymi matkami małych dzieci. Wtedy taka przyszła mama widzi, jak to jest naprawdę, a nie bazuje tylko na wyobrażeniach. Widzi, że wraz z pojawieniem się dziecka świat się zmienia, ale to nie jest rozpad całego świata, bo przecież te mamy w jakiś sposób sobie radzą. Kobiety, które mają duży poziom lęku, mają prawdopodobnie mały dostęp do rzeczywistości albo widzą tylko negatywne wzorce. Dlatego powinny szukać kontaktu z innymi mamami. Kluby młodej mamy działają np. przy fundacjach i stowarzyszeniach kobiecych. Popularne są też fora internetowe, na których kobiety w ciąży lub będące już mamami wymieniają się wiedzą, opiniami, a przede wszystkim wspierają się nawzajem. Można też po prostu usiąść na placu zabaw i porozmawiać z którąś z mam. One zwykle bardzo chętnie rozmawiają.

>> Czytaj także: Pierwsze dni macierzyństwa: jak pokonać lęki? Radzą mamy >>

Czy w tym oswajaniu lęku widzi Pani rolę dla partnera?

Jak najbardziej. Badania i doświadczenie jasno pokazują, jak ważna jest postawa mężczyzny. Jeśli partner od początku, już na etapie prenatalnym, myśli o mającym się urodzić dziecku, wyobraża je sobie, oswaja się z myślą o swoim ojcostwie, chodzi do szkoły rodzenia, do lekarza – to jest niezwykle ważne wsparcie dla kobiety, bo ona ma poczucie, że nie jest sama. Kobieta, która tego wsparcia nie ma, de facto jest sama i ma o wiele więcej lęku.

Co może zrobić? Czy nakłanianie partnera do większego zaangażowania może się udać?

Mężczyzna w naturalny sposób nie ma takiego biologicznego instynktu jak kobieta. Czasami, w sprzyjających okolicznościach – przy odpowiednim modelu wychowania, gdy ma takie cechy jak wrażliwość, empatia – mężczyzna sam chce angażować się w przeżywanie ciąży. Ale myślę, że większość mężczyzn trzeba do tego zachęcić lub wręcz zagonić. Trzeba pobudzać ich świadomość i włączać w jak najwięcej aktywności związanej z przygotowaniami do porodu, pojawieniem się dziecka. Nie można natomiast partnera zmuszać do uczestnictwa w porodzie – to sprawa bardzo indywidualna, intymna – ale zachęcać do rozmów o dziecku, wspólnych wizyt u lekarza, do udziału w szkole rodzenia. Wtedy przyszły tata w naturalny sposób oswaja się z rolą, w którą będzie musiał wejść, identyfikuje się z rolą ojca. Ostatnie badania pokazują, jak ważny na etapie ciąży jest obraz dziecka – zarówno u matki, jak i ojca. Dobrze, by ten obraz, takie własne wyobrażenie o dziecku, istniał jak najwcześniej – wtedy łatwiej wejść w rolę rodzica. Ale z drugiej strony, on nie powinien być zbyt sztywny, bo potem okazuje się, że nasze dziecko do niego nie pasuje. Musi być elastyczny.

Naturalny jest też niepokój o to, jak zmienią się relacje w związku. Na co muszą zwracać uwagę partnerzy, by narodziny dziecka nie oddaliły ich od siebie? Co jest tu najważniejsze?

Najważniejsze jest to, by byli otwarci na zmiany; świadomi tego, że wiele rzeczy nie będzie już takich samych. Tego faktu nie da się zignorować, nie można siebie oszukiwać. To jest bardzo trudny, kryzysowy moment, bo z diady, jaką jest ojciec i matka, robi się triada, trójkąt. I każdy członek rodziny musi się zmienić w tym nowym systemie, musi poszerzyć swoje kompetencje o nowe role, musi rozszerzyć swoją uwagę na kolejną osobę. To trudny okres dla pary i jeśli oboje boją się tego, to znaczy, że o tym myślą i się do tego przygotowują. I to jest bardzo ważne, to samo już jest terapeutyczne. Ważne, żeby o tym rozmawiać. Przygotować się na to, że kobieta będzie zmęczona, rozchwiana emocjonalnie, że na początku nie będzie bardzo seksualną istotą, że ich pożycie będzie trudniejsze. Jeśli oboje to wiedzą, to już planują, co zrobić, przerabiają w swojej głowie różne scenariusze tej sytuacji, i to jest bardzo dobre. Ojciec będzie szukał swojego miejsca w tym bardzo silnym układzie, jaki tworzą mama i dziecko. Jego udział powinien polegać szczególnie na wsparciu mamy.

>> Czytaj także: 6 lęków przed ciążą >>

Im bliżej rozwiązania, tym większy lęk przed samym porodem. Chyba nie sposób pozbyć się go całkowicie. Jednak u niektórych kobiet przeradza się to w paniczny strach, wręcz fobię. Po czym ją rozpoznać?

Lęk przed porodem jest czymś naturalnym. Problem staje się poważny, gdy związane z tym obrazy i myśli zawierają dużo drastycznych scenariuszy i kiedy wypełniają większość dnia. Gdy tych myśli jest bardzo dużo, pojawiają się same, nie ma nad nimi żadnej kontroli i są to wizje katastroficzne, np. że dziecko rodzi się martwe albo ból jest tak potworny, że tego nie zniosę i umrę.
Czy z tak dużym lękiem można poradzić sobie bez

Czy z tak dużym lękiem można poradzić sobie bez pomocy specjalisty?

Myślę, że tak. Tu znów bardzo pomocne są grupy wsparcia, niekoniecznie formalne. Podobnie działają rozmowy z kobietami racjonalnie myślącymi, które mają pozytywne nastawienie i dobre doświadczenia. Można wręcz poprosić taką kobietę: opowiedz mi coś fajnego, pozytywnego o porodzie. To na początku może być trudne, ale trzeba to robić. Żeby oswoić lęk, nie można zamykać się na ten temat, przeciwnie – trzeba się o porodzie jak najwięcej dowiedzieć się, ale zakładając sobie w głowie taki „pozytywny filtr”, który otwiera na odbieranie pozytywnych informacji. Bez tego kobieta o dużym poziomie lęku będzie wychwytywać tylko treści drastyczne, które będą wzmagać jej obawy. Myślę, że warto nawet zapisać w tabelce pozytywne informacje na temat porodu, wszystko to, co dobrego można powiedzieć o porodzie. Można sobie np. postawić zadanie: dziś muszę znaleźć w internecie i wypisać kilka pozytywnych stron porodu. Samo napisanie kieruje naszą uwagę na pozytywne aspekty tego wydarzenia, a po pewnym czasie wychwytywanie ich staje się automatyczne. Kobieta wytrąca się z takiego negatywnego myślenia, że „na pewno będzie źle”, tylko zaczyna szukać, przyjmować i przetwarzać w swojej głowie informacje pozytywne. One zapisują się na poziomie podświadomym, i nawet jeśli wydaje się, że to nic nie dało, to po wielu takich ćwiczeniach okazuje się, że jednak dało. Poza tym taka osoba musi mieć wsparcie podczas samego porodu, ktoś powinien z nią wtedy być – mąż, przyjaciółka czy inna bliska osoba. Potrzebna jest też wiedza, jak poród wygląda, dlatego warto czytać publikacje na ten temat, a przede wszystkim chodzić do szkoły rodzenia. Warto uświadomić sobie, że z medycznego punktu widzenia ciąża i poród nigdy wcześniej w historii nie były tak bezpieczne jak teraz.

Czy moje dziecko będzie zdrowe? Oto kolejne obawy kobiet w ciąży.

Tu trzeba wziąć pod uwagę różne sytuacje. Bo jeśli kobieta ma już doświadczenie dziecka chorego albo długo nie mogła mieć dziecka z powodów zdrowotnych – to jej niepokój jest zwykle uzasadniony. Natomiast osoby lękowe, których ciąża rozwija się nawet zupełnie prawidłowo, zwykle ten lęk wyolbrzymiają – to tzw. lęk wyobrażony. Tu trzeba przeciwdziałać, bo nadmiar lęku może być przeniesiony na dziecko, wiązać się z nadopiekuńczością, osaczaniem dziecka, szukaniem u niego chorób. Kobieta, której lęk nie ma racjonalnych podstaw, musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jakie mam argumenty za tym, że moje dziecko będzie chore, a jakie – że będzie zdrowe. I też można je wypisać. Tych pozytywnych przesłanek będzie znacznie więcej, np.: mam zdrową genetykę (brak poważnych chorób w rodzinie), prowadzę uregulowany tryb życia, dużo śpię, zdrowo się odżywiam, regularnie chodzę do lekarza, robię wszystkie badania. Warto też zadać sobie pytanie, skąd się biorą takie obawy. Może być np. tak, że kobieta w ciąży przeżyła chorobę kogoś bliskiego albo jej matka czy siostra straciła dziecko – wtedy może wystąpić u niej projekcja, czyli przeniesienie uczucia lęku i zagrożenia na swoje dziecko. Ale to trzeba sobie uświadomić – gdy zdamy sobie sprawę, że to lęk przeniesiony, zrozumiemy, że nie jest on racjonalny ani uzasadniony. Wiedza, skąd się takie strachy biorą, pozwala nam je bardziej kontrolować.

Ale gdy lęk nas przerasta, warto chyba szukać pomocy?

Nadmierny lęk zaburza nam funkcjonowanie. Kiedy złe myśli pojawiają się stale, nie mamy nad nimi kontroli, kiedy jest zagrożenie przeniesienia lęku na dziecko i nie umiemy sobie poradzić z tym same, trzeba szukać pomocy specjalisty. Mogą to być grupy wsparcia dla kobiet w ciąży lub indywidualne spotkania z psychologiem. Nie trzeba się tego obawiać. Takie rozmowy w kontekście ciąży mogą być wręcz bardzo ciekawym, fajnym doświadczeniem psychologicznym, otwierającym różne horyzonty. Pozwolą przyjrzeć się sobie w nowej roli, lepiej się do niej przygotować.

Jeden z najsilniejszych lęków to obawa, czy będę dobrą matką. W Polsce wymagania wobec matek są bardzo wysokie, wciąż silny jest wzór matki Polki, która poświęca się dziecku i rodzinie, zapominając o sobie. Dla młodych, niezależnych kobiet, to źródło frustracji.

Przede wszystkim trzeba odrzucić model społeczny. Trzeba odrzucić presję społeczną i wybrać to, co jest dobre dla siebie samej. Przecież każda kobieta jest inna – ma inne zasoby, możliwości, zdolności, inny temperament. Mogę opowiedzieć o własnych doświadczeniach. Gdy miałam zostać pierwszy raz mamą, też wyobrażałam sobie, że wezmę długi urlop, żeby być z dzieckiem, bo to dla niego najlepsze, taki jest model społeczny. A po 10 dniach miałam już dosyć! Chciałam wyjść z domu i pójść na spacer czy na zakupy. Towarzyszyło temu straszne poczucie winy. Tymczasem powiedzmy to wyraźnie: nie ma jednego dobrego modelu – jedna kobieta może zostać w domu 3 lata, a inna wrócić do pracy po 4 miesiącach i być szczęśliwą, dobrą matką. Żaden z tych modeli nie jest lepszy ani gorszy. Dla jednej mamy 3 lata z dzieckiem to będzie wspaniały, piękny czas, a dla innej – więzienie. Nie zamykajmy jej w tym więzieniu!

Wiele kobiet ma depresje poporodowe właśnie dlatego, że chce spełnić oczekiwania innych osób, jaka powinna być matka, a wcale nie trzeba tego robić – to nie jest dobre dla kobiety. Trudno być mamą idealną...

Powiem tak: nie chciejmy być mamą idealną, bo to często mama książkowa, nieelastyczna. Ona ma pewną wizję, jak powinno być, i trudno jej przychodzi zaakceptowanie różnych odstępstw. Taka mama nie jest uważna, czasem nawet dziecko może zejść na dalszy plan, bo najważniejsze staje się dorównanie ideałowi. Pamiętajmy przede wszystkim o tym, że rodzaj więzi między matką a dzieckiem absolutnie nie zależy od czasu spędzanego razem, ale od jakości kontaktu.

>> Czytaj także: Emocje w ciąży. Pozytywne myślenie w ciąży >>
Współczesne kobiety chcą lub muszą łączyć macierzyństwo z pracą, płacąc wysoką cenę za emancypację. Jak to pogodzić najmniejszym kosztem?

Po pierwsze, trzeba sobie uświadomić, że można to pogodzić. A nawet warto. Kiedyś kobieta była matką i żoną. Dziś ma tych ról o wiele więcej – musi być matką, żoną, kochanką, przyjaciółką, pracownikiem. Rola pracownika także jest ważna. Emancypacja, która zmieniła pozycję kobiety, rozbudziła jej ambicje i potrzeby, bardzo ważne potrzeby. Nie warto z nich rezygnować. Ale mając tak wiele ról, nie zakładajmy, że w każdej z nich będziemy perfekcyjne, że uda się je wypełnić na sto procent – takie dążenie bywa zgubne. Kobiety bardzo chcą udowodnić, że potrafią coś świetnie robić, potrafią godzić wiele tych ambicji i aktywności. I można to pogodzić, pod warunkiem że nie będziemy się starały zrobić wszystkiego na sto procent. Dziecko nie musi mieć np. wykrochmalonych, uprasowanych ubranek, a gdy się trochę ubrudzi, nie trzeba go od razu przebierać, a do pracy nie muszę iść w pełnym makijażu i nienagannym kostiumie. Trzeba sobie wyznaczyć priorytety i pewne sprawy trochę odpuścić, to znaczy zrobić je powiedzmy na 80 albo nawet 50%. Wtedy stresów i lęków będzie o wiele mniej, a poczucie satysfakcji z siebie i pełnionych zadań – o wiele większe.

źródło: miesięcznik "M jak mama" Aktualizacja: 2016-04-13 Publikacja: 2011-03-28
Ocena: 0
fb udostępnij tweet udostępnij g+ udostępnij g+skomentuj
forum.mjakmama.pl
wejdź na forum
Serwis mjakmama.pl ma charakter edukacyjny! Redakcja serwisu dokłada wszelkich starań, aby informacje w nim zawarte były poprawne merytorycznie jednakże decyzja dotycząca leczenia należy do lekarza. Redakcja i wydawca serwisu nie ponoszą odpowiedzialności wynikającej z zastosowania informacji zamieszczonych na stronach serwisu.
Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.