Rodzice zgotowali mu piekło. Wciąż jest w śpiączce, ruszyła zbiórka na leczenie

2024-04-04 13:11

Gdy miał 11 tygodni, w bardzo poważnym stanie trafił do szpitala. Miał obrażenia głowy i klatki piersiowej, do dziś jest w śpiączce, wymaga wspomagania w oddychaniu. Jego tymczasowa opiekunka założyła zbiórkę pieniędzy na leczenie i rehabilitację chłopca.

Rodzice zgotowali mu piekło. Wciąż jest w śpiączce, ruszyła zbiórka na leczenie
Autor: Getty Images/Szczytny-cel.pl @Joanna Krell Rodzice zgotowali mu piekło. Wciąż jest w śpiączce, ruszyła zbiórka na leczenie

Malutki Marcinek miał zaledwie 11 tygodni, gdy trafił do zielonogórskiego szpitala. Urazy, które posiadał, od razu wzbudziły podejrzenia lekarzy. Ci nie pomylili się - zarówno mały Marcinek jak i jego starszy, 2-letni braciszek, byli ofiarami przemocy, której dopuszczali się wobec nich rodzice. Opiekunowie dzieci zostali zatrzymani, usłyszeli zarzuty.

Niestety piekło, przez jakie przeszło niemowlę, sprawiło, że już do końca życia będzie wymagać opieki. By pokryć potrzebne koszty, jego tymczasowa opiekunka prosi o pomoc w zebraniu pieniędzy. Ruszyła założona przez nią zbiórka.

Spis treści

  1. Nie jest w stanie samodzielnie przełykać
  2. Potrzeba pieniędzy na leczenie i rehabilitację
Dziecko wypadło z okna zmarło w szpitalu

Nie jest w stanie samodzielnie przełykać

Chłopiec do szpitala w Zielonej Górze trafił na początku marca. Miał poważne obrażenia głowy i klatki piersiowej, w tym zrośnięte żebro. Jego stan był na tyle ciężki, że trudno było mówić o rokowaniach. W tej chwili dziecko jest już odłączone od respiratora, ale jego oddech wymaga wspomagania. Ma też założoną rurkę tracheostomijną, a ponieważ nie jest w stanie samodzielnie przełykać, konieczne jest założenie PEG i odżywianie dojelitowe. Mały Marcinek z Przemkowa nadal jest w stanie śpiączki.

"Stan zdrowia tego dziecka jest na tyle dobry, że on mógł już Oddział Intensywnej Terapii opuścić, ale cały czas wymaga opieki, bo on nie może sam oddychać i jeść. On potrzebuje rehabilitacji w przyszłości, jest w stanie, który trudno za normalny uznać. To nie jest zdanie moje, tylko pani, która nim się zajmuje z punktu widzenia prawnego w rodzinnym domu dziecka" - mówił Tomasz Kanik na antenie TVN24. 

Sąd wskazał opiekunów, a ci - spodziewając się tego, jak będzie wyglądać przyszłość chłopca, zdecydowali o założeniu zbiórki pieniędzy. Potrzeby są ogromne.

"Po otrzymaniu telefonu od PCPR i usłyszeniu, że musimy wskazać rodzinę, która będzie się nim opiekować, nie zawahałam się ani chwili. Natychmiast powiedziałam, że oczywiście zgadzamy się. Wiedziałam tylko tyle, że chłopiec jest w szpitalu, że prawdopodobnie zachłyśnięty i że obecnie znajduje się w śpiączce. Dopiero po otrzymaniu postanowienia sądowego spotkałam się z lekarzami i dowiedziałam się, jakie są prognozy na przyszłość" - pisze opiekunka chłopca Joanna Krell.

Czytaj też: Wieźli 4-letnie dziecko bez fotelika. Gdy doszło do wypadku, było o włos od tragedii

Potrzeba pieniędzy na leczenie i rehabilitację

Maluszek wciąż przebywa w szpitalu, gdzie jego funkcje życiowe są stale monitorowane. Nie jest w stanie odkaszleć ani odkrztusić zalegającej wydzieliny. Kiedy już opuści szpital, konieczny będzie zakup specjalistycznego sprzętu i praktycznie całodobowa opieka.

Tymczasowi opiekunowie proszą o wsparcie finansowe. "Dziecko jest w stanie ciężkim, wentylowane jest mechanicznie, do dzisiaj nieprzytomne. Stając przed tak ogromną tragedią apelujemy o pomoc, choć nie jest to dla nas łatwe. Nie dlatego, że prośba o pomoc sprawia nam trudność, ale ze względu na dramatyczną sytuację, w jakiej znalazł się malutki chłopiec" - czytamy w opisie zbiórki założonej przez panią Joannę Krell.

Jak dowiadujemy się z opisu zbiórki, małżeństwo, które opiekuje się chłopcem zamiast imienia Marcin używa imienia Piotr. To dlatego, że prawdziwe imię chłopca jest takie samo, jak jego oprawcy.

Na stronie zbiórki znalazły się szczegółowe informacje dotyczące tego, na co zostaną wydane zebrane środki. "Kiedy Marcinek opuści już szpital będziemy potrzebować czujnika oddechu, ssaka medycznego, aparatu wspomagającego odkrztuszanie, zabiegów rehabilitacyjnych, ale również wózka i materaca przeciwodleżynowego, jak i ogromnej ilości wszelkich środków higienicznych. Lista potrzeb jest długa i wiążąca się z ogromnymi wydatkami" - pisze pani Joanna.

Tymczasowi opiekunowie Marcinka nie rozumieją, dlaczego chłopiec musiał aż tyle wycierpieć, dlaczego nikt w porę nie zareagował, nie pomógł temu dziecku. Wiedzą jednak, że czasu nie da się cofnąć. Trzeba natomiast zrobić wszystko, co możliwe, aby ulżyć jego cierpieniom. "Jedyne, co teraz wraz z moim mężem możemy dla niego poczynić, to zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, by zapewnić mu jak najlepszą opiekę. Otoczenie go ogromną ilością miłości i bliskości, których wcześniej nie było dane mu zaznać, to nasz cel" - dodaje pani Joanna Krell.

Poniżej podajemy dane zbiórki założonej przez opiekunkę chłopca w serwisie szczytny-cel.pl:

Czytaj też: W wypadku stracił rodziców, dom stworzyli mu dziadkowie. Trwa zbiórka na kosztowną rehabilitację