Olga Frycz rozbrajająco szczerze o marudzeniu córki. "Nic jej kurna nie pasuje"

2024-01-24 10:04

Olga Frycz od lat nie zabiega o swój udział w celebryckim świecie. Aktorka zawsze stoi gdzieś z boku, choć przyjaźni się z osobami "z pierwszych stron gazet". Samą siebie i własną rodzinę pokazuje tylko w mediach społecznościowych. A jest w nich niezwykle szczera. Jej słowa nie raz mogą być pokrzepieniem dla innych rodziców, tak jak i teraz.

Olga Frycz szczerze o dziecięcych histeriach.
Autor: Instagram/ @tojafrycz Olga Frycz szczerze o dziecięcych histeriach.

Nie ma chyba rodzica, który nie zna koszmarnych poranków z maluchami, które w obliczu zaspania są nie do zniesienia. Właśnie o takim początku dnia napisała ostatnio 37-letnia Olga Frycz, która prywatnie jest mamą 5-letniej Heleny i 2-letniej Zofii. 

Córki aktorki, jak większość małych dzieci raz są słodkie, a innym potrafią być wyjątkowo trudnymi wychowawczo przypadkami. Najnowszy post mamy dwójki jest jak pokrzepienie serc dla innych, strudzonych rodziców. Czytając jej słowa, można poczuć, że nie jesteśmy w tym sami.

"Mokrusieńka, zgrzana, czerwona z zsuwającą się cały czas z ramion torbą ciężką jak diabli" - tak Frycz opisuje samą siebie w drodze do żłobka. A gdy przechodzi do córek, jest jeszcze "lepiej".

Dowiedz się: Córki dają popalić Oldze Frycz. „Skulona usiadłam pod ścianą i w myślach odliczyłam od 100 do 0”

Spis treści

  1. "Coś tam jeszcze pod nosem psioczyła"
  2. "Nic mnie nie wyprowadzi z równowagi"
Myślisz, że to bunt trzylatka? Tak maluch prosi o okazanie mu miłości

"Coś tam jeszcze pod nosem psioczyła"

Olga Frycz znana jest głównie z seriali takich jak "M jak miłość" czy z serii "Nad rozlewiskiem", choć występowała też w wielu filmach kinowych i telewizyjnych. Prywatnie ojcami jej córek są dwaj, byli partnerzy aktorki.

Mimo samodzielnego macierzyństwa, które z pewnością jest bardzo wymagające, w opisie ciężkiego poranka Olgi Frycz widać sporą dawkę optymizmu. Sama jej szczerość brzmi oczyszczająco.

"Ledwo zdążyłyśmy na autobus do żłobka, łatwo nie było bo młodsza przechodzi chyba jakiś bunt i nic jej kurna nie pasuje" - rozpoczęła swoją "relację" aktorka. 

Wbrew pozorom na młodszej córce, ciężki poranek aktorki się nie zakończył.

"Z marudzącą Helcią ledwo zdążyłyśmy na SKM, powłóczyła butami wiecie, sznurówki rozwiązane, jęczała że ją nogi bolą, szalik swędzi i że zaraz „zelmdłeje” i coś tam jeszcze pod nosem psioczyła" - kontynuowała Frycz.

"Nic mnie nie wyprowadzi z równowagi"

Jak się jednak okazuje, "odstawienie córek do placówek" dało młodej mamie tyle szczęścia, że było znaczną rekompensatą. Skąd my to znamy?

"Ja mokrusieńka, zgrzana, czerwona z zsuwającą się cały czas z ramion torbą ciężką jak diabli ale i z uśmiechem na twarzy bo jestem tak zadowolona kurczę, że nic nie jest w stanie mnie wyprowadzić z równowagi. Udało się. Teraz kawa, zaraz taniec, później praca. To będzie dobry dzień" - napisała, zarażając optymizmem.

Takiego, luźnego podejścia do dziecięcych buntów życzymy sobie i wszystkim rodzicom.