Czy epidemia koronawirusa spowoduje lawinę rozwodów?

2020-04-15 11:30 Dagmara Osińska
Czy epidemia koronawirusa spowoduje lawinę rozwodów?
Autor: Getty Images

Zmuszeni do pozostania w domach całymi dniami, spędzamy znacznie więcej czasu z partnerem. Jednak nie wszystkim parom wychodzi to na dobre. Jakie mogą być tego skutki?

Epidemia koronawirusa spowodowała, że wiele osób musiało nauczyć się nowego trybu pracy, przekształcając salon na domowe biuro i dzieląc uwagę między służbowe obowiązki, a opiekę nad dziećmi. Kryzysowa rzeczywistość silnie odbija się też na naszych relacjach z partnerem. 

Spędzamy razem znacznie więcej czasu, niż wcześniej, w dodatku zamknięci na małej przestrzeni. W takiej sytuacji wystarczy iskra, by wybuchł konflikt. A iskier nie brakuje: czujemy zmęczenie, niepewność tego, co nas czeka, boimy się o zdrowie i sytuację finansową.

Jeśli mąż czy żona są jedyną dorosłą osobą, z jaką mamy kontakt "na żywo", nic dziwnego, że to właśnie na nich zdarza się nam wylać swoje frustracje czy lęki, które w dobie epidemii dodatkowo eskalują. 

W społeczeństwie krąży obecnie nieco ironiczna opinia, że efektem pandemii może być z jednej strony wzrost dzietności, a z drugiej - liczby rozwodów. Czy te przewidywania faktycznie mogą się sprawdzić?

Czytaj także: Jak pracować z domu, gdy są w nim dzieci?

Niepokojące dane z innych krajów

Jak podaje New York Post, od czasu wybuchu pandemii koronawirusa nowojorscy prawnicy znacznie częściej, niż wcześniej odbierają telefony z zapytaniami o rozwód

Co najczęściej słyszą? "Odkryłam, że nie mamy z mężem zbyt wiele wspólnego", "Nie znałem jej takiej", "Przymusowa kwarantanna obnażyła wszystkie wady mojego partnera".

Jako jedną z głównych przyczyn konfliktów małżeńskich, amerykańscy prawnicy podają niepewną sytuację ekonomiczną - nie tylko w Polsce, ale także w Stanach Zjednoczonych kryzys gospodarczy spowodowany epidemią pozbawił wiele osób źródła dochodu.

Niepokojące dane płyną także z Chin, gdzie pandemia miała swoje źródło. Po zakończeniu przymusowej kwarantanny, wzrost liczby składanych wniosków o rozwód był tam na tyle duży, że niektóre urzędy zdecydowały się wprowadzić dzienne limity udzielanych rozwodów.

Tłumaczone jest to jednak tym, że po ponad miesiącu przymusowej kwarantanny, kiedy urzędy były zamknięte, po ponownym ich otwarciu nastąpiła po prostu kumulacja składanych wniosków i nie ma to zbyt wiele wspólnego z nagłym pogorszeniem relacji między Chińczykami.

Czy statystyki z Chin powinny dać nam do myślenia? Psycholog Maria Rotkiel uspokaja:

- Patrząc przez pryzmat psychologii kulturowej, różnice kulturowe między Polakami a Chińczykami sprawiają, że funkcjonujemy pod kilkoma względami inaczej, dlatego możemy z ciekawości obserwować dynamikę tego procesu w Chinach, ale nie jest to prognostyk dla nas.

Pandemia ma wpływ na nasze relacje

Maria Rotkiel wyjaśnia, jak globalna pandemia wpływa na stosunki rodzinne i partnerskie:

- Kryzys pozwala nam dostrzec wszystkie słabe punkty naszych relacji. W tej sytuacji, jaką mamy teraz, wszystkie niezałatwione sprawy nieprzegadane tematy, nierozwiązane problemy uwidaczniają się i tym bardziej trudno nam sobie z nimi poradzić, bo będąc zamknięci z partnerem na małej przestrzeni, już nie możemy przed nimi uciec. Dla par, które już wcześniej były w kryzysie relacji, konieczność przebywania ze sobą cały czas, jest bardzo trudna. 

Psycholog uspokaja jednak:

- Moim zdaniem ta sytuacja wyjdzie wszystkim na dobre, bo albo w końcu skonfrontujemy się z tym, czego nie chcieliśmy zauważać, co wypieraliśmy i udawaliśmy, że jest w porządku - i to rozwiążemy, albo podejmiemy trudną, ale konieczną decyzję o rozstaniu. 

Jednak myślę, że tych rozstań nie będzie wcale dużo. Może jestem niepoprawną optymistką, ale wierzę w to, że bardzo wiele rodzin przepracuje teraz swoje problemy, porozmawia w końcu na trudne tematy i zbliży się do siebie.

Osoby, z którymi rozmawiam, mówią: po pierwszych dniach euforii przyszedł czas załamania, były kłótnie, trudne momenty, a teraz jest pojednanie i wzajemne wsparcie, pocieszanie się, dodawanie sobie otuchy.

Dzieje się tak dlatego, że w sytuacji zagrożenia, szczególnie, gdy to zagrożenie jest dla nas trudne do przewidzenia, "wróg" nas przeraża, a jednocześnie nie do końca go rozumiemy - ludzie mają tendencję do jednoczenia się w swoich małych wspólnotach. Jesteśmy istotami stadnymi i nasz instynkt podpowiada nam, żeby otaczać się nawzajem wsparciem, szukać bliskości, żeby sobie pomagać. 

Nasz ekspert
Maria Rotkiel
Maria Rotkiel
psycholog, terapeutka rodzinna, terapeutka par, trenerka motywacyjna rozwoju zawodowego i osobistego; prowadzi terapię par, terapię grupową i szkolenia z zakresu kompetencji zawodowych

Przeczytaj także: Terapia rodzinna - jak przebiega i jakie są jej cele?

Więcej o koronawirusie

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Czytaj e-wydanie cenie 1,00 zł i zyskaj dostęp do numerów archiwalnych! W nr 6/2020 "Zdrowia" m.in.: jak działają jelita, 10 pytań o wazektomię, uzależnienia a płeć, dłonie pod ochroną, ćwiczenia na smukłe nogi. "Zdrowie" to 76 stron rzetelnej wiedzy!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie  6/2020
KOMENTARZE