Ula Grotyńska i Paweł Svinarski to para znanych influencerów. W październiku 2024 r. zostali rodzicami - na świat przyszedł ich synek, Nikodem. Chłopiec jest częstym gościem na profilach jego mamy i taty, nie brakuje tam rodzinnych kadrów, zapisów kamieni milowych ich wspólnego życia.
Do sielankowych opisów dołączył ostatnio ten trudniejszy, związany z chorobą dziecka. Ula Grotyńska zdecydowała się opowiedzieć ich historię, aby inni rodzice wynieśli z niej lekcje. „Błagam Was, nie bagatelizujcie gorączki” - apeluje znana mama.
Ula Grotyńska przeżyła chwile grozy. „Moje serce stanęło”
Ula Grotyńska zdecydowała się opisać historię, której bohaterem nie chce być żaden rodzic. Zrobiła to, aby uchronić innych „przed tym horrorem, który my przeżyliśmy”. Aby inni wiedzieli, że trzeba słuchać swojej intuicji i reagować, gdy coś niepokoi. U nich zaczęło się niewinnie, ale znana mama podświadomie czuła, że coś jest nie tak.
Jej synek miał podwyższoną temperaturę, nic nadzwyczajnego. Ale coś było nie tak, chłopiec miał rozpalony jeden policzek. Jak relacjonuje influencerka, intuicja podpowiadała jej, żeby pojechać na SOR. Przypuszczała, że może chodzić o ucho.
Po przyjeździe do szpitala jej mąż poszedł ich zarejestrować, a ona karmiła synka w izolatce. Wtedy zaczął się horror. „Najgorsze 15 minut mojego życia” - podkreśliła Ula Grotyńska.
Podczas czekania na naszą kolej Nikodem nagle zaczął się cały trząść. Ale nie tak jak się dygocze z zimna, nie. Drżało całe jego ciało. Miał puste spojrzenie. Usztywnione rączki i nóżki. Wyglądało to jak atak padaczki
- czytamy na profilu @ulagrotynska.
„Moje serce stanęło” - napisała znana mama. Pobiegli na izbę przyjęć, a po chwili mały Nikodem trafił w ręce lekarzy.
„Błagam Was, nie bagatelizujcie gorączki”. Syn Uli Grotyńskiej miał drgawki gorączkowe
Influencerka opisała, jak lekarze zabrali chłopca z jej rąk, jak widziała, jak do sali wbiegają kolejni medycy, a ciało jej synka drży na stole zabiegowym. To chwile, które zostają w głowie na zawsze. Okazało się, że winowajcą były drgawki gorączkowe. „Jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie mogą spotkać rodzica” - napisała Ula Grotyńska. I zaapelowała, aby nie bagatelizować gorączki.
Mierzcie często temperaturę, obserwujcie dziecko i reagujcie, gdy coś Was niepokoi, nawet jeśli na początku wygląda niewinnie
- napisała influencerka. I podkreśliła, że mieli szczęście, że byli już w szpitalu, gdy pojawiły się drgawki gorączkowe. Atak u jej synka trwał ponad 15 minut.
Czym są drgawki gorączkowe i co robić, gdy się pojawią?
Drgawki gorączkowe najczęściej występują u dzieci od trzech miesięcy do pięciu lat, dotyczą 2-5 proc. maluchów. Są związane z gwałtownym wzrostem temperatury i reakcją niedojrzałego układu nerwowego. Drgawki nie zawsze wyglądają groźnie. Mogą przypominać klasyczny atak padaczki, ale mogą też wyglądać jak „zwykłe” senne drgawki (kliknij i zobacz wideo, aby ich nie zlekceważyć).
Eksperci wskazują, że chociaż drgawki wyglądają groźnie i to jedno z najbardziej przerażających doświadczeń, które mogą spotkać rodzica, najczęściej nie są niebezpieczne. Jednak jeśli to pierwszy atak, powinnyśmy wezwać pogotowie. Przy kolejnych, znanych, epizodach pilna pomoc jest konieczna, gdy napad trwa dłużej niż pięć minut.
Co robić, gdy pojawi się atak? Nie skupiajmy się na powstrzymaniu drgawek, ale na tym, aby zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Chrońmy jego głowę, nie powstrzymujmy drgawek przytrzymując dziecko (chyba że podczas wstrząsów mogłoby się o coś uderzyć), ułóżmy młodego człowieka w pozycji bocznej bezpiecznej. Zerknijmy na zegarek i kontrolujmy czas trwania ataku (najlepiej jeśli zapiszemy godzinę rozpoczęcia i zakończenia).
Drgawki gorączkowe mogą wracać nawet u 40 proc. małych pacjentów.