Domowe cookies, czyli jak rozmawiać z kaktusami!

2020-01-20 14:51 Paweł Osetek
Kaktus
Autor: Getty Images

Drogi synu,

wyobraź sobie poprzecinane snopami światła wnętrze strychu. W świetlistych smugach unoszą się bezwładnie drobiny kurzu, którego gruba warstwa pokrywa hałdy staroci. Dopiero kiedy wzrok przyzwyczai się do mroku, wyławiasz z tego wysypiska drewniane łóżeczko ze szczebelkami, trójkołowy rowerek, skrzynię, w której leżą szklane kulki, sflaczała piłka i pokiereszowany wojownik z uniwersum Marvela. Dźwięk strąconej na podłogę pozytywki przez chwilę unosi się nad tą zapomnianą Atlantydą dzieciństwa... Zapraszam cię na wyprawę w przeszłość. Chcę ci pokazać, że odkryjesz w niej treści, które kiedyś, w przyszłości, mogą uratować twoje relacje z nastolatkiem. Ale po kolei. 

Internet przechowuje cookies, mamy przechowują szpargały

Mieszkamy w kamienicy i nie posiadamy na własność strychu, stąd nie możemy przechowywać rupieci, które kiedyś w pomarszczonych dłoniach starca nabiorą takiego samego znaczenia, jakie dla archeologa mają wykopane skorupy znad Mezopotamii. Na szczęście twoja matka trzyma na jednej z książkowych półek dużą puszkę po biszkoptach, w której zamiast ciasteczek przechowuje bardzo dziwne drobiazgi.

Cóż tam można znaleźć? Silikonowe opaski na ręce, które nosiliście z siostrą na porodówce. Kruchy, brunatny kawałek czegoś, w czym tylko ja i twoja matka rozpoznajemy pępowinę jednego z was. Test ciążowy (pozytywny!). Pierwsze ząbki. Pierwsze ścięte pukle włosów. Zwinięte w rulonik zdjęcia USG. I mały notatnik. A w nim spisane wydarzenia przyćmiewające swą rangą wynalezienie koła: mój syn wypowiedział słowo tata albo moja córeczka samodzielnie uczyniła pierwszy krok. Co jeszcze? Wasze pomysły na życie. Wasze marzenia. I krótkie sentencje bądź scenki, dla których nie ma miejsca w puchnących podręcznikach do historii powszechnej, ale które dla nas, rodziców, wydają się ważniejsze niż relacje z wojny peloponeskiej (swoja drogą, któż o niej pamięta?).

Gdy zamiast dziecka w domu trzymasz kaktusy!

No dobrze, koniec tych nostalgicznych wynurzeń. Czas przenieść się w czasy, gdy moje dzieci nie są już autorami zabawnych historyjek, ale chmurnymi, zbuntowanymi nastolatkami, których odzywki straciły dawny czar i nie są warte uwiecznienia w maminym notesie. Mówię tu o latach, kiedy ze zdumieniem odkrywam, że moja córeczka wyrosła na naburmuszonego kaktusa. (Z tobą, co zaskakujące, dojrzewanie obeszło się łagodniej niż z twoją siostrą) No cóż, nie jest łatwo przysiąść się do kolczastego kaktusa, przytulić go i powiedzieć mu „kocham cię”. Swoją drogą, dla mnie, z natury niezbyt wylewnego ojca, nie było to łatwe nawet w kontakcie z dzieckiem niepokrytym od stóp do głowy kolcami.

Jak więc wyrazić miłość do zbuntowanego nastolatka?

Sięgnij po domowe cookies magazynowane w blaszanej, nieco odrapanej puszce po biszkoptach! Bo – i tu wyjawię ci wielki sekret – nasze wspomnienia gromadzimy nie tylko z powodów sentymentalnych, by wracać do nich z łezką w oku, ale i w celach praktycznych. Pomogą nam one w tych kolczastych latach powiedzieć dziecku „a ja i tak cię kocham”. Ono wciąż tego potrzebuje, choć przed tobą gra twardziela i na każde takie dosłowne wyrażenie uczuć reaguje nad wyraz szorstko. Wyraź więc swoje uczucie w nieco inny sposób. W tym celu posłuż się jakimś powiedzonkiem dziecka z czasów przedszkolnych, które przed laty rozbawiło cię do łez. Zaręczam, że owa przypomniana „mądrość” wywoła uśmiech na twarzy każdego walczącego nastolatka! I jeśli kaktus złagodnieje tylko na chwilę, a delikatny uśmiech znów zatuszuje groźna mina, to bądź pewien, twój gest zostanie zauważony pomimo grubej warstwy ochronnej. Twoje „i tak cię kocham” zostanie usłyszane!

Jak się do tego zabrać?

Dzisiejsza technika daje ci mnóstwo możliwości. Jak już wspomniałem – zacznij od wyboru właściwego cytatu. Z uwagi na to, że obecnie tak modna stała się ekologia (w tym adopcja ginących gatunków zwierząt), w którą szczególnie angażuje się młodzież, wybrałbym taki dialog:
Twoja siostra kaktus (przerażona): Patrz robak, trzeba go zabić!
Ty, starszy brat (oburzony): Każdy ma prawo do życia!
Twoja siostra kaktus (ze zrozumieniem): Tak. One są do życia. I deptania!

  1. Taki dialog możesz ująć w chmurki i wydrukować na kubku, w którym twoje dziecko codziennie będzie piło gorące kakao.

  2. Innym sposobem dystrybucji tej informacji, pokazującej zaangażowanie twojego dziecka w ochronę środowiska, jest wydrukowanie jej na t-shircie. Zilustrowany zabawnymi obrazkami przerażonych dżdżownic będzie z pewnością świetnym prezentem wręczonym bez żadnej okazji.

  3. Odradzam zamieszczanie podobnych memów na Facebooku czy Instagramie. Upublicznienie tych kompromitujących materiałów, które nastolatek z chęcią autoryzuje w domowym zaciszu, jedynie zaostrzy atmosferę.

Tak więc notuj wszystkie mądrości, jakie wypowie twój brzdąc. Nie ufaj swojej pamięci, tylko spisuj je w specjalnie do tego celu założonym dzienniku. W końcu robiła to nawet twoja matka – osoba wydawałoby się pamiętająca wszystko, nawet rzeczy, których nigdy nie powiedziałem czy nie zrobiłem.

Ściskam, Twój stary

Paweł Osetek
Paweł Osetek
Dumny ojciec dwójki dzieci, Ignacego i Zuzanny. Autor książki dla dzieci „Kleptek”. Z wykształcenia socjolog, z pochodzenia „słoik”, z uwagi na przekonania.... „konserwa”. Fan (dzięki Bogu jeszcze żywych) Rolling Stonesów.
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Czytaj e-wydanie! Z kodem rabatowym: "wiosna" tylko 2,50 zł za 96 stron porad o zdrowiu! Dodatkowo otrzymasz dostęp do numerów archiwalnych. W nr 4/2020 „Zdrowia m.in.: poradnik alergika, choroby zakaźne pod lupą, „młody” zawał serca, mity o recyklingu.

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 4/2020
KOMENTARZE