PORÓD RODZINNY: jak zaplanować wspólny poród z partnerem

2013-08-09 10:42 nasz ekspert: Agnieszka Piątkowska, położna, współzałożycielka szkoły Rodzenia Agnieszki Piątkowskiej i Katarzyny Gontarek

Poród rodzinny to dziś coś zupełnie naturalnego. Czasy, gdy ona rodzi, a on w domu czeka na wieści ze szpitala, minęły bezpowrotnie. Poród rodzinny to szansa, by oboje rodzice byli przy narodzinach dziecka. Warto zaplanować poród rodzinny i dobrze się do niego przygotować.

Poród rodzinny: czy ojcowie powinni być wpuszczani na porodówki?

– Zdecydowanie tak. Miałam przyjemność pracować z profesorem Włodzimierzem Fijałkowskim, ginekologiem, któremu polscy ojcowie zawdzięczają swoją obecność na porodówkach: porody rodzinne. Profesor mawiał, że skoro matka i ojciec przekazują swojemu dziecku taką samą liczbę chromosomów, to oboje są jednakowo odpowiedzialni za jego poczęcie, przyjście na świat i wychowanie. I nie ma powodu, żeby w czasie porodu kobieta była sama. Uważam, że to słowa bardzo mądre i prawdziwe. To właśnie profesor po raz pierwszy wprowadził na salę porodową męża rodzącej – było to 10 czerwca 1983 roku w Łodzi. Od tego dnia na polskich porodówkach rozpoczęły się wielkie zmiany, które trwają do dziś. Uważam, że poród to moment tak intymny i wyjątkowy, że powinno się go przeżywać z kimś najbliższym.

Czy szpitale są przygotowane na PORODY RODZINNE?

– Jest coraz lepiej. Nie słyszałam o szpitalu położniczym, który odmawiałby mężczyznom prawa wstępu na porodówkę. Są oddziały doskonale wyposażone, gdzie rodząca ma do dyspozycji wanny, piłki, materace, gdzie dba się o intymność rodziców w czasie tego ważnego dla nich zdarzenia, a personel chętnie współpracuje nie tylko z matką, ale także z młodym ojcem. Wciąż jednak zdarza się, że kobieta rodzi na leżąco, a towarzyszący jej partner jest przez lekarzy i położne traktowany jak nieproszony gość, który trochę przeszkadza. Na szczęście takich miejsc jest coraz mniej.

A może zestresowany młody ojciec rzeczywiście przeszkadza w czasie porodu?

– To się zdarza w wyjątkowych przypadkach, na przykład gdy partner naczyta się w internecie, jak powinien wyglądać poród, jest przekonany, że wie więcej niż położna, trochę się wymądrza, chce wpływać na podejmowane przez personel decyzje. Albo odwrotnie – bardziej interesuje go gra w telefonie komórkowym niż to, co właśnie się dzieje na sali. Tacy tatusiowie rzeczywiście bardziej przeszkadzają, niż pomagają, ale podkreślam, że to sporadyczne sytuacje. Zazwyczaj bowiem mężczyzna bardzo wspiera matkę dziecka.

Zdarzają się omdlewający tatusiowie?

– Takie historie można włożyć między bajki. Mam nawet podejrzenie, że tymi opowieściami straszono młodych rodziców, żeby zniechęcić mężczyzn do wchodzenia na oddziały porodowe. Być może ich autorami byli przedstawiciele personelu medycznego, zanim przekonali się, że ojciec na porodówce to sojusznik, nie przeciwnik. Zapewniam, że obecność przy rodzącej żonie nie powinna przerosnąć normalnego, zdrowego mężczyzny.

A poród rodzinny nie wpłynie negatywnie na związek?

– Nie słyszałam o związku, który rozpadłby się dlatego, że mężczyzna widział kobietę, jak rodzi ich wspólne dziecko. Natomiast w swojej praktyce wiele razy spotykałam się z parami, które już po wspólnym porodzie opowiadały, że to przeżycie je zbliżyło. W szkole rodzenia wyświetlamy parom film dokumentalny, który pokazuje narodziny krok po kroku. Jest nawet zbliżenie główki wychodzącej z kanału rodnego. Przez lata praktyki tylko raz spotkałam ojca, który stwierdził, że to niesmaczny widok. Nie oszukujmy się – rodzenie dziecka to coś bardzo fizycznego: kobieta nie ma makijażu ani perfekcyjnej fryzury, dokonuje potężnego wysiłku, czasem krzyczy albo się poci. Jednak nikt nie oczekuje, żeby mężczyzna zastąpił w pracy położną czy lekarza albo obserwował partnerkę w czasie badania. Od tego są specjaliści, a on ma zupełnie inne zadania.

Zobacz: 

Jak rodzi się w Wielkiej Brytanii? 5 faktów o porodzie w Anglii

Jaka jest więc rola ojca w czasie porodu rodzinnego?

– Ma być „przy głowie” partnerki – dosłownie i w przenośni. Powinien wspierać ją dobrym słowem, motywować do prawidłowych oddechów czy parcia, a czasem po prostu rozładować napięcie jakimś żartem. Ważne, by rodząca wiedziała, że nie jest osamotniona i może na partnera liczyć. Mężczyzna może się przydać do spraw bardzo praktycznych – podaje wodę do picia, wyciera pot z czoła, pomaga kobiecie pójść pod prysznic, masuje okolice krzyżowe albo po prostu pomaga wstać. Bywa też łącznikiem między kobietą a personelem medycznym: może na przykład zawołać położną, gdy jest potrzebna.

Skąd mężczyzna ma wiedzieć, jak wspierać rodzącą kobietę?

– Na porodówkę nie powinien iść „z marszu” – warto się do tego wydarzenia odpowiednio przygotować. Przede wszystkim powinien wiedzieć, jak naturalny poród wygląda. Jednak odradzam oglądanie przypadkowych filmów w internecie czy słuchanie opowieści znajomych, bo to może najwyżej przestraszyć. Polecam udział w zajęciach szkoły rodzenia. Tam wiedza przekazywana jest fachowo i bez negatywnych emocji, można się skonsultować, rozwiać wątpliwości. Z doświadczenia wiem, że mężczyźni potrzebują bardzo konkretnych komunikatów. Nie wystarczy, gdy powiem ogólnie, że powinni zadbać o intymność swojej rodziny w szpitalu. Dopiero gdy dodam, że chodzi o zamknięcie przypadkowo otwartych drzwi, okrycie kobiety po badaniu, a nawet zgaszenie niepotrzebnego światła, żeby rodzącej nie przeszkadzało, kiwają głowami ze zrozumieniem. Niektórzy nawet zapisują! I o to chodzi – im lepiej tata jest przygotowany do pomocy, tym lepiej sprawdzi się w swojej roli.

A co ma zrobić, jeśli nie wie, jak pomóc?

– Wiele razy widziałam taką sytuację: położnej nie ma, kobieta leży, ma skurcze, mężczyzna stoi nad nią przerażony i pojęcia nie ma, jak się zachować. Powinien położną odnaleźć i zwyczajnie spytać, jak może się przydać żonie. Pokaże, że chce współpracować, i najpewniej uzyska fachową wskazówkę.

Czy w Polsce panuje moda na porody rodzinne?

– Ojcowie oczekujący na wieści z porodówki przy telefonie i oglądający swoje dziecko z ulicy, przez szpitalne okno, to już przeszłość. Kiedy w połowie lat 90. zaczynałam pracę położnej, ojców na porodówkach było niewielu, do szkół rodzenia ciężarne często przychodziły same. Teraz większość kobiet decyduje się, by w czasie narodzin dziecka towarzyszył im ktoś bliski. Czasem jest to matka, siostra albo doula – czyli osoba zawodowo zajmująca się asystowaniem przy porodach. Najczęściej jednak na porodówkach pojawiają się ojcowie.

Czy panowie sprawdzają się na porodówce?

– Są dla partnerek naprawdę sporym wsparciem. Zauważyłam, że stają się ojcami, jeszcze zanim dziecko pojawi się na świecie. Często to mężczyzna dzwoni, żeby zapisać siebie i żonę do szkoły rodzenia, a na zajęciach czasem zadaje więcej pytań niż ona. Nie można jednak decyzji o wspólnym porodzie podejmować tylko dlatego, że to modne. Niektóre kobiety nie wyobrażają sobie, by partner widział, jak rodzą dziecko, inne chcą mieć go przy sobie, ale w ostatniej fazie porodu wypraszają go za drzwi. Są też panowie, którzy odmawiają przekroczenia progu porodówki. I takie postawy trzeba uszanować. W położnictwie dokonała się wielka zmiana i oboje rodzice mogą być przy narodzinach dziecka. Jednak ta decyzja musi być przez oboje świadomie podjęta, żeby obecność ojca na porodówce miała sens i naprawdę pomagała mamie.

miesięcznik "M jak mama"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W nowym M jak Mama o tym, czy w ciąży można zaszczepić się przeciwko grypie oraz jakie pozycje porodowe przyspieszają przejście dziecka przez kanał rodny. Przeczytaj również o tym, co przysługuje studiującej mamie i kiedy dziecko jest gotowe do siadania

Kup dostęp od 2,50 zł
mjm 11/19
KOMENTARZE