Oleśnica: urodziła przed szpitalem, bo karetka jej nie zabrała. "Żona ledwo stała, oni widzieli to wszystko"

2022-10-04 10:20

W niedzielę rano przed szpitalem w Oleśnicy kobieta urodziła dziecko na tylnym siedzeniu samochodu. Na porodówkę przywiozła ją sąsiadka, po tym jak wcześniej personel karetki pogotowia powiedział rodzącej „że nie są taksówką”. Całą sprawę opisały lokalne media.

Urodziła dziecko w aucie przed szpitalem. Karetka jej nie zabrała. Powiedzieli, że nie są taksówką
Autor: Getty images/facebook mojaolesnica.pl Urodziła dziecko w aucie przed szpitalem. Karetka jej nie zabrała. "Powiedzieli, że nie są taksówką"

Wczoraj portal MojaOlesnica.pl opisał historię ciężarnej twardogórzanki, która w niedzielę około godziny 5 rano w samochodzie przed oleśnickim szpitalem urodziła córeczkę. Co istotne, okazało się, że wezwana wcześniej przez męża ciężarnej karetka pogotowia odmówiła transportu kobiety do szpitala. Małżeństwu pomogła sąsiadka pani Bożena, a tata został z drugim dzieckiem w domu.

Gdy kobiety podjechały pod szpital, widać już było główkę dziecka. Sąsiadka rodzącej poprosiła przypadkowego przechodnia, żeby zawiadomił personel medyczny. Poród odebrali już pracownicy szpitala. Wszystko szczęśliwie odbyło się bez komplikacji – zarówno mama, jak i dziecko, czują się dobrze.

Przeczytaj: Para z Krakowa przeżyła poród, jak z filmu akcji. "Oluś po prostu wypadł mi na dłonie"

M jak mama - Formalności po porodzie, które trzeba załatwić

Personel karetki odmówił transportu

Jak podaje portal, z przyczyn zdrowotnych pacjentka spędziła na oddziale oleśnickiego szpitala noc z czwartku na piątek. Następnego dnia rano wypisano ją do domu z wyznaczonym na 5 października terminem porodu. Los jednak zdecydował inaczej – w nocy 2 października zaczęła się akcja porodowa i mąż kobiety wezwał karetkę pogotowia.

"Żona się obudziła i powiedziała, że ma ból i jest coraz gorzej. Szybko się zebraliśmy i zadzwoniłem po pogotowie, że żona zaczęła rodzić. Przyjechał zespół pogotowia i powiedziano nam, że oni nie są taksówką i nie będą wozić jej rzeczy niezbędnych przy porodzie oraz dla dziecka. Zasugerował znalezienie innego środka transportu. Mówili, że ją samą mogą zabrać, ale rzeczy już nie. Żona ledwo stała, oni widzieli to wszystko" — powiedział pan Igor, mąż rodzącej kobiety.

Na pomoc małżeństwu przyszła sąsiadka pani Bożena, która zabrała kobietę do szpitala. Mąż kobiety został w domu z drugim dzieckiem, bo nie miał go z kim zostawić.

„Skoro był problem z transportem, to przecież dyspozytor lub ktoś z pogotowia mieli nasz numer i mogli powiedzieć, że nie przyjadą. Wtedy załatwilibyśmy transport bez tracenia czasu” - mówi portalowi pan Igor.

Polecamy: Poród w drodze do szpitala: co robić, gdy nie zdążysz na porodówkę?

Niespodziewanie szybka akcja porodowa

Akcja porodowa przebiegała jednak błyskawicznie. Zanim kobiety dotarły pod szpital już było widać główkę dziecka. W ostatniej chwili został powiadomiony personel medyczny, który na tylnym siedzeniu samochodu odebrał poród.

"Dla mnie to jest katastrofa. Wszyscy płacimy podatki, a do tego w naszym kraju rzekomo tak mocno dba się o nowo narodzone dzieci" — komentuje dla portalu pani Bożena.

Pogotowie komentuje

Lokalni dziennikarze zwrócili się o komentarz do kierownika oleśnickiego pogotowia ratunkowego dr. Pawła Gawłowskiego.

"Jeśli mamy do czynienia z trwającą akcją porodową, to jak najbardziej możemy przewieźć taką pacjentkę. Jest to jasna sprawa, bo może chodzić o zagrożenie dla zdrowia zarówno dla kobiety, jak i dziecka. Jeśli mamy bóle porodowe bez rozpoczętej akcji, to tak mamy skonstruowany w Polsce system, że karetki nie służą do przewożenia takich osób" — powiedział.

Mąż pacjentki zastanawia się nad złożeniem skargi na pogotowie. "Jakby była potrzebna reanimacja dla dziecka lub żony, to nie byłoby ratunku" – powiedział portalowi.

Cieszy się jednak, że wszystko dobrze się skończyło i liczy na szybko powrót żony i córki do domu.

Przeczytaj także: Nagły poród: co robić, gdy zaskoczy nas błyskawiczny poród? [WYWIAD]

Źródło: MojaOlesnica.pl