TATA przy PORODZIE - zadania taty na sali porodowej

2014-09-11 17:01 Tomasz Czarnecki
PORÓD gorszy niż tortury? Ból przy torturach nie był tak intensywny, jak przy porodzie
Autor: thinkstockphotos.com

"Odpalaj auto! Ruszamy do szpitala, będę rodzić!”. Teoretycznie byłeś przygotowany na te słowa, ale adrenalina ci skacze... Teraz twój ruch! Po co właściwie tata przy porodzie? To proste: aby wesprzeć kobietę w tym nader ważnym i trudnym życiowym zadaniu.

Poród? To już?” – możliwe, że wyrwany z toku innych myśli lub czynności masz już na końcu języka to niezbyt mądre pytanie. Uważaj, bo twoja partnerka jest tak podekscytowana i przestraszona, że wydobywając z siebie coś więcej niż „tak, kochanie”, mógłbyś zostać potraktowany niczym tyczka na slalomowym stoku przez pędzącego narciarza.

Tata przy porodzie: nerwy w konserwy

Oby tylko samochód stał przed domem, a nie u mechanika, wskazówka pomiaru paliwa nie pokazywała „rezerwy”, zaś silnik był gotowy do rajdowej, lecz bezpiecznej jazdy. À propos – poduszka powietrzna pasażera wyłączona? Pasy zapięte? No to możecie ruszać. Tylko pamiętaj o niezbędnym ekwipunku. Nie tym dla ciężarnej, bo ona pewnie ma torbę od dawna spakowaną, lecz o swoim. Podstawowe składniki to cierpliwość, zimna krew, spokój, opanowanie. Do tego dochodzi już bardziej przyziemny ekwipunek – woda niegazowana, batoniki, książka (jeśli jesteś w stanie w takiej sytuacji czytać), wyciszony telefon komórkowy (najlepiej z wcześniej już przy gotowanym komunikatem o przyjściu na świat maleństwa), aparat fotograficzny itp. Nie zabieraj ze sobą białej ani czarnej broni – w amoku towarzyszącym zdarzeniom jeszcze gotów byłbyś jej użyć, a przecież dziecko nie powinno odwiedzać swojego taty w więzieniu. „Nerwy w konserwy” – to twoja naczelna zasada na najbliższe godziny, bo tylko taka postawa pomoże wypełnić wszystkie zadania, jakie życie przed tobą postawi w ciągu najbliższych kilku godzin.

Tata przy porodzie: siła spokoju

 

Jakie to zadania? O jeździe do szpitala już wiesz (tylko nie szukaj minimalnie krótszej drogi i oszczędź „pochwał” innym kierującym). Naucz się też na  pamięć lub przygotuj czytelną ściągę z danymi swojej żony (np. pesel, data jej urodzenia) i informacją, gdzie w torbie znajdziesz książeczkę ciąży. Zdaniem niektórych szpitali stan pacjenta jest mniej istotny niż porządek w dokumentach i bez ich poprawnego wypełnienia – ani rusz na porodówkę, choćby sprawa była nagląca. Dlatego czasem po prostu trzeba powiedzieć przemiłej i równie stanowczej pani domagającej się kolejnych informacji, że ty to wypełnisz, a partnerka pójdzie rodzić, bo korytarz nie stanowi idealnego miejsca na przyjście na świat twojego dziecka. Tu pomaga zasada: „spokój plus uśmiechnięty upór”. Znane są również sytuacje, że niemal nieprzytomna z bólu ciężarna musi podpisać zgodę na cesarskie cięcie czy inne czynności medyczne. Z jednej strony trzeba zrozumieć konieczność zachowania przepisów, z drugiej – ktoś tu musi zachować zdrowy rozsądek. Tym „ktosiem” musisz być ty. Zachowując zimną krew, poradzisz sobie, jeśli nawet nie szkoliłeś się wcześniej na wybranych odcinkach „Ostrego dyżuru” „Dr. House’a” czy filmach w rodzaju „Negocjatora”.

Tata przy porodzie: świadek i tłumacz

Wchodząc na salę porodową, na początku poczujesz się ważny. Dostaniesz coś na kształt „kitla” przypominającego ubiór lekarza. Ale to tylko takie sympatyczne początki. Będziesz bowiem traktowany jako osoba najniższa w hierarchii – z maksimum niepisanych obowiązków i niemal bez żadnych praw. Dla lekarza lub położnej staniesz się osobą przeszkadzającą, zadającą za dużo pytań, a co najgorsze – człowiekiem kontrolującym ich pracę. Gdziekolwiek staniesz, zaraz będziesz musiał zmienić miejsce statystowania. Chyba że wyjdziesz poza oddział, czego nie radzimy, wszak masz być nie tylko z nazwy „mężem opatrzności” dla swojej partnerki. Z drugiej strony możesz być wykorzystywany do różnego rodzaju prac, typu wytarcie potu ciężarnej, przesunięcie łóżka itd. Gdy przyjdzie do podejmowania ważnych decyzji lub wykonywania zabiegu, zostaniesz zapewne wyproszony z sali lub postawiony w roli milczącego świadka. Ale warto, byś niekiedy przerwał milczenie. Partnerka w wielkim bólu i emocjach nie zawsze potrafi wyrazić swoje życzenie. Jeśli więc masz wrażenie, że coś nie przebiega zgodnie z założeniami – pytaj, zabieraj głos, bądź „tłumaczem” myśli rodzącej. Naturalnie, bez cienia zdenerwowania i w sposób racjonalny.

Czego tata przy porodzie nie może robić?

Są rzeczy, których pod żadnym pozorem nie możesz robić podczas porodu. Powiedzmy to wprost: nie zaglądaj kobiecie między nogi. To naprawdę w tym momencie nie jest przyjemny widok, a i partnerka na pewno sobie by tego nie życzyła. Unikaj robienia zdjęć i filmowania porodu, chyba że partnerce na tym bardzo zależy. Uwierz – szalejący fotoreporter powinien uzewnętrzniać swoje zamiłowanie dopiero po przyjściu na świat potomka, nie wcześniej. Nawet jeśli istnieje sytuacja konfliktowa, staraj się spokojnie załatwiać sprawy z personelem medycznym. Bądź stanowczy, ale kulturalny. Skargę zdążysz zawsze napisać, a położna i lekarze, wbrew twojemu rozumowaniu, naprawdę mogą mieć rację. Choć oczywiście nie należy podchodzić do wszelkich „werdyktów” i nakazów bezkrytycznie, bo to nie film i powtórzenie ujęcia jest niemożliwe. Poza tym pod żadnym pozorem nie kłóć się z ukochaną – to ona tutaj gra główną rolę, a wszelkie nieporozumienia możecie sobie wyjaśnić później. Najważniejszy jest poród i powitanie nowego członka rodziny. Ewentualne spory muszą ulec zawieszeniu, a najlepiej zapomnieniu.

Tata przy porodzie: po prostu bądź

Nie napisaliśmy jeszcze najważniejszego. Po co w ogóle masz być na sali porodowej? Przecież jest położna, lekarz, posiadający według wszelkich prawideł wielką wiedzę medyczną. Ty zaś prawdopodobnie nie studiowałeś medycyny i orientujesz się co najwyżej, jaką pigułkę dać partnerce, gdy ją boli głowa albo którą stroną przykleić plaster na ranę. No to teraz wejdź w sytuację partnerki. Gdyby czekał cię wielki ból, związany z najważniejszym wydarzeniem twojego życia, chciałbyś być w takiej sytuacji sam? Nawet jeśli jesteś macho w stylu Antonia Banderasa – pewnie nie. Zatem twoje wsparcie będzie niezwykle ważne dla samopoczucia ukochanej. Możesz próbować rozładować sytuację jakimś żartem, pogładzić ją po głowie, przytulić, wspierać mentalnie, nawet pozwalać, by jej negatywne emocje skumulowały się na tobie. Do legendy przeszły historie, gdy rodzące kobiety lżyły swoich mężczyzn w stylu: „to ty mi to zrobiłeś, ty brutalu, nienawidzę cię...”, by po chwili wyszeptać czule: „kochanie, mamy dziecko”. Czasem twoja rola ogranicza się do tego, by po prostu tam być, niczym anioł stróż. I to wystarcza.

Nie ma głupich pytań

Podczas porodu masz obowiązek dbać o swoją kobietę. Podawać jej wodę do picia, pomagać w poprawieniu niemal zawsze niewygodnej pozycji, obiecać jej coś fajnego w celu zdopingowania do dalszego wysiłku. Niekiedy musisz coś przedyskutować z położną czy lekarzem, choćby dla waszego spokoju. Pamiętaj o starej dziennikarskiej zasadzie, stosowanej przez autora tego tekstu względem nawet najtrudniejszych rozmówców: najgorsze pytanie jest to, którego nie zadasz. Na koniec trzeba wspomnieć o wspaniałości chwili, gdy widzisz pierwsze minuty życia twojego dziecka i stajesz się ojcem. Dostrzegasz wielki wysiłek swojej kobiety, uświadamiasz sobie pewne prawdy biologiczne, o których czytałeś tylko w książkach. Możesz dostąpić zaszczytu przecięcia pępowiny. Potem, niczym reporter wojenny, będziesz dla bliskich tym pierwszym, który o wszystkim im opowie. Z wypiekami na twarzy przekażesz światu, jak to jest trzymać dziecko na ręku, spoglądać w jej/jego piękne oczy i czuć... No właśnie, tego, co wtedy poczujesz, nie da się opisać słowami.

miesięcznik "M jak mama"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Czytaj e-wydanie! Z kodem rabatowym: "wiosna" tylko 2,50 zł za 96 stron porad o zdrowiu! Dodatkowo otrzymasz dostęp do numerów archiwalnych. W nr 4/2020 „Zdrowia m.in.: poradnik alergika, choroby zakaźne pod lupą, „młody” zawał serca, mity o recyklingu.

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 4/2020
KOMENTARZE