Część powiedzonek naszych rodziców świadczyła o specyficznej formie luzu i nonszalancji, jak chociażby kultowa odpowiedź na pytanie dziecka „Po co?” - „Żeby głupi miał zagadkę”. Inne dowodzą o trosce opartej o przekazywane z pokolenia na pokolenia prawdy dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa, jak - „Mięso zjedz, ziemniaki możesz zostawić”.
Choć o stylu rodzicielstwa z dawnych lat pisałyśmy już wielokrotnie i myślałyśmy, że nic nie jest w stanie nas zaskoczyć, to odpowiedzi, które przytaczacie rozbawiły nas do łez i udowodniły, że w tym temacie jest jeszcze wiele do opowiadania.
Tekst mojej mamy, który sama powtarzam do dzieci, to...
To temat jednej z naszych ostatnich dyskusji na facebookowym funpage`u M jak mama. Tak jak przypuszczłyśmy cieszył się waszym dużym zainteresowaniem, a wśród niespałna 600 odpowiedzi, wszystkich najbardziej rozbawiła ta:
Jeszcze tylko nasrać na środku. I chyba pies sobie to wziął do serca bo jak nie może wytrzymać a otwarte są drzwi to idzie do pokoju syna i centralnie na środku robi
No cóż. Samospełniająca się przepowiednia...
Co jeszcze przytaczałyście? Przede wszystkim utarte od pokoleń teksty wypowiadane w stanie irytacji:
Co mnie inni obchodzą
Liczę do 3 ….. 1…2….3….
Czy ja mówię po chińsku?
Zabawki oddam biednym dzieciom
Zaraz wyjdę z siebie i stanę obok
Wśród waszych odpowiedzi są też zdania świadczące o trosce i rodzicielskich lękach, które choć pamiętamy z dzieciństwa i dawniej wyśmiewałyśmy, okazują się ponadczasowe, jak:
Wyjmij łyżeczkę ze szklanki bo se oko wydłubiesz
Pojawiły się też teksty ze specyficznym poczuciem humoru, który jako dzieci nas irytował, a teraz z satysfakcją wypowiadamy to samo do własnych pociech.
Zesrała się bida i płacze
Nerwy to w konserwy i na eksport
Obiad będzie jak się ziemniaki ugotują
Z głodu jeszcze nikt się nie zesrał
To jak dodacie coś do listy?
Jakby komuś było mało, przypominamy galerię z tekstami rodziców znanymi z memów.
Skąd się bierze ten automatyzm? Psychologia powtarzania po rodzicach
Zastanawiasz się czasem, dlaczego pewne powiedzonka, których nie znosiłaś w dzieciństwie, same cisną ci się na usta? Można odnieść wrażenie, że są one niemal „zakodowane w genach” i aktywują się, gdy tylko sami zostajemy rodzicami. Psychologicznie rzecz ujmując, nie jest to żadna magia, a głęboko zakorzeniony mechanizm. Teksty naszych rodziców to wyuczone schematy werbalne, które słyszeliśmy tysiące razy. W sytuacjach stresu, zmęczenia czy irytacji, nasz mózg sięga po najprostsze, najbardziej utarte ścieżki – a te powiedzonka są właśnie takimi słownymi automatami. Używamy ich odruchowo, gdy brakuje nam sił lub cierpliwości na sformułowanie bardziej konstruktywnej odpowiedzi.
Jak świadomie zmienić język komunikacji z dziećmi?
Przerwanie międzypokoleniowego cyklu powtarzania utartych frazesów jest trudne, ale nie niemożliwe. Pierwszym i najważniejszym krokiem jest świadomość – próba „złapania się na gorącym uczynku”, gdy jedno z tych kultowych zdań już ma paść z twoich ust. Zastanów się, co tak naprawdę chcesz w danym momencie przekazać dziecku i dlaczego sięgasz po ten konkretny zwrot. Czy chodzi o bezsilność, zmęczenie, a może potrzebę postawienia granic?
Kiedy już zidentyfikujesz swoje emocje, łatwiej będzie ci zastąpić stary schemat nowym, bardziej świadomym komunikatem. Zamiast rzucać „licz do trzech”, spróbuj jasno określić swoje oczekiwania i konsekwencje. To proces, który wymaga walki z własnymi przyzwyczajeniami i dużej dozy cierpliwości. Warto jednak podjąć ten wysiłek, ponieważ świadomy dobór słów to fundament budowania silnej i zdrowej relacji z dzieckiem, w której wszyscy domownicy czują się dobrze.