Koronawirus na koloniach - jak organizatorzy dbają o bezpieczeństwo w czasie padnemii?

2020-07-20 10:46 Małgorzata Wójcik
Koronawirus na koloniach - jak organizatorzy dbają o bezpieczeństwo dzieci w czasie padnemii?
Autor: Getty images

W ostatnim tygodniu na kilku obozach i koloniach dla dzieci wykryto koronawirusa. Nowe ogniska nie są duże, ale pokazują, że wakacje w czasie pandemii nie są do końca bezpieczne. Sprawdziliśmy, jak wygląda rygor sanitarny na koloniach i obozach.

Koronawirus pojawił się w zeszłym tygodniu na koloniach w Rabce–Zdroju oraz w Białym Dunajcu i Poroninie, gdzie  pracowała ta sama zakażona pielęgniarka. Ogniska nie są duże, liczba zachorowań również, ale mimo to, wielu rodziców zadaje sobie pytanie, czy posłanie dziecka na obóz w czasie pandemii to dobry pomysł.

Zakażony personel

Na razie wiadomo, że testy przeprowadzone wśród uczestników kolonii w Rabce pokazały pozytywny wynik u 4 opiekunek i dwójki dzieci. Dzieci z kolonii w Poroninie poddane zostali kwarantannie, natomiast uczestnicy wakacji w Białym Dunajcu wrócili do domu - po przeprowadzeniu testów okazali się zdrowi mimo kontaktu z zakażoną pielęgniarką. 

Nowe ogniska koronawirusa pojawiają się mimo wprowadzenia zabezpieczeń i wyjątkowych środków ostrożności w czasie zbiorowych wyjazdów wakacyjnych. Jak się okazuje, nawet najbardziej rygorystyczne obostrzenia nie dają 100–procentowej gwarancji uniknięcia zachorowania.

Czytaj: Wakacje bez rodziców: kiedy wysłać dziecko na KOLONIE?

Co trzeba zabrać na wakacje z dzieckiem? Lista, rzeczy potrzebnych na drogę i na pobyt

Jak wygląda reżim sanitarny na kolonii?

Z powodu epidemii koronawirusa kolonie i obozy dla dzieci wyglądają w tym roku inaczej niż zwykle. Dzieci w grupach jest mniej, często ograniczenia w liczbie osób dotyczą też pokoi, domków czy namiotów.

- Dzieci miały tylko jedną wycieczkę, spały w domkach, gdzie teoretycznie miały mieszkać tylko 4 osoby, ale w końcu zakwaterowano tam 5 - opowiada jedna z mam. - Musiałam podpisać oświadczenie, że dziecko jest zdrowe i że 2 tygodnie przed wyjazdem nie miało kontaktu z osoba zakażoną - przynajmniej świadomie.

- Obóz harcerski moje syna trwa w tym roku krócej, bo 2 tygodnie, a nie miesiąc, jak zawsze – mówi mama chłopca z Warszawy, uczestnika obozu ZHR. – W namiotach może mieszkać maksymalnie 5 osób, codziennie pielęgniarka mierzy dzieciom temperaturę. Jeden chłopiec z podwyższoną gorączką trafił podobno do izolatki, ale następnego dnia gorączka spadła, nie wykazywał, żadnych niepokojących objawów i mógł wrócić do kolegów. 

Bez wyjść i wycieczek

Jak mówi mama harcerza, jeszcze przed wyjazdem rodziców i dzieci uprzedzono, że nie będzie wyjść z terenu obozu np. do sklepu, nie będzie też kilkudniowych rajdów, których obowiązkowym elementów jest wyjście poza teren obozu i kontakt z okolicznymi mieszkańcami. Nie ma też odwiedzin rodziców, które normalnie odbywały się w połowie trwania wyjazdu.

- Dobrym pomysłem jest to, że drużynowi na obozie codziennie publikują krótkie relacje na profilu drużyny, dzięki czemu jesteśmy spokojniejsi, bo wiemy, co się tam dzieje (chłopcy na obozie nie mogą mieć telefonów) - dodaje kobieta.

Podobne obostrzenia mają inni organizatorzy wyjazdów letnich. Firma Chris w swoich procedurach zaznacza, że uczestnik wypoczynku musi być zaopatrzony w maseczki na nos i usta. Nie ma możliwości wysyłania paczek dzieciom.

Typowym warunkiem uczestnictwa w obozie jest też zapewnienie ze strony rodziców, że „zobowiązują się do niezwłocznego – do 12 godzin – odbioru dziecka z wypoczynku w przypadku wystąpienia u ich dziecka niepokojących objawów choroby (podwyższona temperatura, kaszel, katar, duszności)" – jak czytamy na stronie Kompas.pl – organizatora obozów i kolonii.   

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Nowy numer magazynu Dziecko Zakupy i My już w sprzedaży! A w nim ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży a także inspiracje i porady dla całej rodziny! 164 strony za 4,99 zł.

Sprawdź
Dziecko zakupy i my
KOMENTARZE