Ciąża bliźniacza: Nasze bliźniaki czyli 6 kilo szczęścia na raz

2011-10-12 17:55
Ciąża bliźniacza: Nasze bliźniaki czyli 6 kilo szczęścia na raz
Autor: _photos.com|photos.com Ciąża bliźniacza częściej występuje u kobiet z rodzin, gdzie takie ciąże już były.

Czuję się, jakbym była w niewłaściwym miejscu – mówi z uśmiechem Agnieszka Krasicka, gdy spotykamy się w kawiarni. – Jestem uwięziona kompletnie. Ale na własne życzenie – dodaje szybko. – Po prostu jest mi źle, gdy opuszczam maluchy.

To nie tak, że nie chciałam mieć dzieci. Ale nigdy też nie stawiałam na to, że czeka mnie ciąża bliźniacza i że urodzę bliźniaki. Jestem z pokolenia, które ma w życiu mnóstwo do zrobienia, zanim zdecyduje się na rodzicielstwo. Przez siedem lat nasze życie wypełniały inne sprawy: praca zawodowa, która dawała mi wiele satysfakcji, życie towarzyskie, podróże… W wieku 30 lat przemknęła mi przez głowę myśl: może już pora na dziecko. Ale właśnie zmieniłam pracę na bardzo ciekawą, więc postanowiłam jeszcze poczekać. Ocknęłam się, gdy skończyłam 33 lata. Ponieważ wszystko w naszym życiu było zaplanowane, stwierdziliśmy, że nadszedł czas na dziecko. Czuliśmy, że jesteśmy przygotowani na jego przyjście.

Problemy z zajściem w ciążę i poronienie

Niestety, nasze starania nie przynosiły rezultatów. Po roku poszliśmy do lekarza i zrobiliśmy badania. Okazało się, że z medycznego punktu widzenia po obu stronach wszystko jest w porządku. Rozpoczęłam jednak leczenie, które miało mi pomóc zajść w ciążę. Wiosną 2006 roku udało się. Niestety, radość trwała krótko – w trakcie badania USG w 12 tygodniu ciąży okazało się, że stracę upragnione dziecko. Po dwóch latach starań był to dla nas ogromny cios, przeżyłam to głęboko i strasznie się bałam, że nigdy więcej się nie uda. Lekarze z Novum pocieszali nas, że w przyszłości może być już tylko lepiej. Postanowiliśmy się nie poddawać. Aby zwiększyć szansę na poczęcie, byłam jednocześnie pod opieką pana Marka Wdowczyka, bioenergoterapeuty, który zajmuje się parami pragnącymi dzieci. Po czterech miesiącach okazało się, że znów jestem w ciąży.

Czytaj też: Ciąża zagrożona. Jakie są przyczyny ciąży zagrożonej?

„Podejrzany” zarodek czyli ciąża bliźniacza

Od początku czuliśmy, że to będą bliźnięta, zupełnie jakby w ten sposób wróciło nasze pierwsze dziecko. Jednocześnie moją radość mącił strach, czy wszystko będzie w porządku. Gdy zobaczyłam na teście dwie kreski, pobiegłam do ginekologa. W trakcie badania USG, gdy lekarka stwierdziła, że zarodek wydaje jej się „podejrzany”, wystraszyłam się okropnie. Jak określiła pani doktor, zarodek wykazywał tendencję do podziału. Poczułam ogromną radość, a jednocześnie przerażenie. Ciąża bliźniacza jest bardziej narażona na komplikacje. Zastanawiałam się też, jak damy sobie radę z dwójką maluchów. Największym stresem było dla mnie badanie USG w 12 tygodniu ciąży – przy poprzedniej ciąży właśnie wtedy dowiedziałam się, że stracę dziecko. Na szczęście, teraz wszystko było w porządku.

Czytaj też: Jak się zachować w obliczu tragedii przyjaciółki, która poroniła dziecko?

Ciąża zagrożona przedwczesnym porodem z powodu łożyska przodującego

Te dziewięć miesięcy wspominam jako trudny okres. Przez pierwsze trzy miesiące pracowałam, mimo silnych nudności i osłabienia. Pod koniec 1 trymestru ciąży, na jednej z wizyt kontrolnych u lekarza, usłyszałam, że „być albo nie być” ciąży zależy w głównej mierze od mojego trybu życia. Powinnam się wyciszyć, nie forsować, najlepiej leżeć i odpoczywać. I z gabinetu wyszłam ze zwolnieniem, które miało trwać aż do porodu. W 2 trymestrze ciąży nadal było mi słabo, dawały o sobie znać wiązadła, pobolewał brzuch. Jednak najgorsze było przede mną – w połowie 6 miesiąca ciąży zostałam skierowana do szpitala MSWiA i zostałam tam już do porodu. Przez trzy miesiące ten budynek był moim drugim domem. Spędziłam w nim święta wielkanocne. Wielką pomocą była mama, która, tak jak mąż, bywała u mnie prawie codziennie. Dowoziła mi jedzenie, ponieważ miałam zaleconą specjalną dietę. Pomimo cudownej opieki lekarzy i położnych, było mi bardzo ciężko, przede wszystkim bałam się o zdrowie dzieci. W szpitalu znalazłam się z powodu przodującego łożyska, mogło zacząć krwawić, spowodować nadmierną utratę krwi oraz transfuzję. Ponieważ było zagrożenie porodem przedwczesnym, dostałam leki sterydowe, powodujące rozwój pęcherzyków płucnych u dzieci. Jednak, oczywiście, dla nich było korzystniej, aby mogły jeszcze w brzuchu pozostać. Dlatego, gdy w szpitalu łożysko zaczęło delikatnie krwawić, wstawałam tylko do toalety i na poranny prysznic. Tak minęły mi trzy miesiące.

Bliźniaki są cudne

Pod koniec ciąży męczyłam się strasznie. Nawet pójście do toalety sprawiało mi wielką trudność. Wyczekiwałam niecierpliwie dnia, gdy ujrzę swoje dzieci. Poród, zaplanowany przez cesarskie cięcie, miał się odbyć we wtorek, jednak lekarz prowadzący wyjechał na sympozjum. W środę też zabrakło dla mnie czasu i dopiero w czwartek, po badaniu, lekarz patrząc na mnie, stwierdził, że jestem chyba u granic wytrzymałości. Powiedział, że jeśli chcę, możemy jeszcze zaczekać, bo z medycznego punktu widzenia wszystko jest w porządku – pod koniec 38 tygodnia ciąży szyjka macicy była idealnie zaciśnięta. Odparłam, że nie mam już siły i jeśli są wskazania do cesarskiego cięcia, to chcę, żeby odbyło się jak najszybciej.

Czytaj też: 4 sposoby na przerwanie poporodowego obniżenia nastroju

Półtorej godziny później, 21 czerwca 2007 roku, o godzinie 10.25, zobaczyłam swoich dwóch małych, cudownych mężczyzn. Mąż nie mógł uczestniczyć w porodzie. Szpital był właśnie remontowany i sala operacyjna była tak mała, że dodatkowa osoba mogła być dla lekarzy przeszkodą. Ale stał pod drzwiami i słyszał pierwsze krzyki chłopców, a po porodzie szybko mu je przyniesiono. Bezpośrednio po porodzie nie położono mi ich na brzuchu ani nie przystawiono do piersi, lecz mimo wszystko, gdy zobaczyłam te małe, śliczne buźki, poczułam wzruszenie, które trudno opisać. Kiedy przyniesiono mi chłopców, byłam jeszcze pod wpływem znieczulenia. Przysypiałam, ale siłą woli starałam się rozbudzać i patrzeć na dzieci.

Trudne chwile po porodzie

Środek znieczulający przestał działać dopiero wieczorem i wtedy zaczęłam odczuwać silny ból. W związku z tym, że przez ostatnie kilkadziesiąt dni ciągle leżałam, zwiotczały mi mięśnie, wielki brzuch leżał na ranie, powodując dodatkowy dyskomfort, jego ciężar i brak ruchu spowodowały cofnięcie się płuc. Położne namawiały mnie ciągle do aktywności, a było mi strasznie ciężko. Nawet tak błaha czynność jak przeniesienie dziecka na przewijak okazywała się niesamowitym wysiłkiem. A ja tak bardzo chciałam wszystkiego szybko się nauczyć, żeby móc samodzielnie opiekować się maluchami…

Czytaj też: Dolegliwości, które mogą towarzyszyć kobiecie po cesarce

Kramienie bliźniąt piersią jest możliwe

Fakt, że karmię naturalnie, zawdzięczam przede wszystkim cudownym położnym ze szpitala MSWiA. Przez pierwsze dni byłam w okropnym stanie, a dodatkowo cesarskie cięcie nie sprzyja laktacji. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że one wymusiły ją na moim organizmie. Piłam napary na zwiększenie ilości pokarmu, a położne przytrzymywały delikatnie główki chłopców przy piersi i instruowały dzieci, jak prawidłowo ssać. Były przy tym niesamowicie cierpliwe, delikatne i wyrozumiałe. Dzięki tym wspaniałym pielęgniarkom po pięciu dniach wróciłam do domu z prawidłowo rozwiniętą laktacją i możliwością karmienia.

Czytaj też: Karmienie piersią bliźniąt. Jak karmić bliźniaki?

Opieka nad bliźniakami wymaga pomocy

Po powrocie ze szpitala trudno byłoby mi samej opiekować się dwójką maluchów, dlatego od poniedziałku do piątku mieszka z nami mama. Gdyby nie jej pomoc, nie wiem, co byśmy zrobili. Daje sobie radę z chłopcami dużo lepiej niż ja, potrafi ich wyciszyć i uspokoić. Jest niezastąpiona i chociaż staram się jej nie budzić w nocy, czasem bywa to niemożliwe. Jeśli nie zdążę w odpowiednim momencie zabrać rozbudzonego synka i zacząć go karmić, budzi się drugi. Wówczas druga para rąk jest niezbędna. Często pomaga mój mąż, mam jednak świadomość, że powinien się wysypiać, ponieważ rano wstaje do pracy. Dlatego w takich sytuacjach staram się reagować szybko, tak aby jeden chłopiec nie obudził drugiego. Mąż okazał się niezastąpionym towarzyszem zabaw – dzięki niemu chłopcy aktywnie poznają świat i uczą się nowych rzeczy. Jednak jego rola nie ogranicza się tylko do dziecięcych igraszek, z przyjemnością pomaga mi we wszystkich domowych obowiązkach: kąpieli, karmieniu, przewijaniu. Z pomocą chętnie spieszy również mój tata, który wspaniale spisuje się w roli zaopatrzeniowca i kierowcy podwójnego wózka, a także teściowie.

Czytaj też: Jak dbać o skórę wcześniaka?

Bliźniaki i kolka - przeżyliśmy trudne chwile

Od momentu przyjścia chłopców na świat przeżyliśmy już jeden kryzys – godziny płaczu dzieci, spowodowane przez kolki jelitowe. Przez miesiąc płakałam razem z maluchami, bo nie przyjmowałam do wiadomości, że one mają cierpieć, a ja mam to po prostu znosić. Próbowaliśmy pomagać im na wszystkie możliwe sposoby – wykonywaliśmy masaże, testowaliśmy dziesiątki polecanych środków. Aby dzieci choć na chwilę zapomniały o bólu, włączaliśmy śmieszną muzykę, a ja tańczyłam i śpiewałam, prawie zdzierając gardło. W takich sytuacjach one wyczuwały, że jest fajnie, patrzyły na mnie ze zdziwieniem i przestawały popłakiwać. Do muzycznych harców dołączaliśmy również ćwiczenia gimnastyczne – wierzganie nóżkami. Mam wrażenie, że tymi wszystkimi metodami wypychaliśmy z nich gazy na siłę. W końcu specyfik przepisany przez lekarza sprawił, że kolki odeszły w niepamięć.

Bliźniaki: dwie osobowości

Na początku zdarzało mi się mylić chłopców – byli do siebie bardzo podobni. Niedługo po urodzeniu Michał zaczął więcej przybierać na wadze i problem z ich identyfikacją przestał istnieć. Mężowi zdarza się to jeszcze, ale tylko w określonych sytuacjach, np. gdy dziecko ma przymknięte oczka i leży z butelką w buzi. Mimo że chłopcy niedługo skończą dopiero trzy miesiące, już widać, że mają potrzebę kontaktu ze sobą. Czasem te rozbiegane buźki niby przypadkiem natrafiają na siebie i szeroko się uśmiechają. Bywa, że gaworzą przy tym. Trzeba to zobaczyć, żeby się przekonać, jaki to słodki widok! Różnice w zachowaniu i wyglądzie moich małych mężczyzn z dnia na dzień robią się coraz większe. Michał to „potężny facet” – jest spokojny, lubi jeść, spać i obserwować świat. Przy nim Łukasz wydaje się filigranowy, chociaż różnica wagi między nimi wynosi tylko pół kilograma. Gdy biorę ich na ręce, mam wrażenie, że Michał wyraźnie i statecznie siada całym ciężarem na ręku, podczas gdy jego brat częściowo „unosi się w powietrzu”. Łukasz jest bardzo energiczny, trzeba go cały czas nosić i pokazywać mu świat. Te różnice w ich temperamentach odczuwałam już w ostatnich miesiącach ciąży. Ułożyli się po dwóch stronach brzucha i wiedziałam, który jest który. Łukasz był bardzo ruchliwy – ciągle kopał, okręcał się dookoła własnej osi i nie lubił, gdy kładłam się na lewym boku. Wtedy rozpoczynała się walka – kręcił się i kopał, tak jakby chciał powiedzieć: „Mamo, nie! Ja tutaj mieszkam!”. Michał był spokojny, ugodowy i bez sprzeciwu współpracował ze mną. Gdy kładłam się na prawym boku, on delikatnie się przesuwał i spał dalej.

Błędy wychowawcze sprawiaja nam przyjemność

Zdaję sobie sprawę, że do profilu idealnych rodziców wiele nam brakuje. Popełniamy mnóstwo błędów wychowawczych, z których nie możemy zrezygnować, ponieważ sprawiają nam one ogromną przyjemność. Nosimy chłopców na rękach, przez co oni zrobili się roszczeniowi i widzą, że jesteśmy na każde zawołanie. Zmanipulowali nas kompletnie, ale ten kontakt daje nam taką satysfakcję, że nie możemy się powstrzymać. Inną rzeczą, którą krytykuje wielu specjalistów, jest wspólne łóżko. Wygląda to w ten sposób, że my z mężem balansujemy na krawędziach, podczas gdy dzieci są porozkładane na środku materaca. Patrzę sobie wieczorem ze wzruszeniem na te małe buźki, słyszę ciche postękiwanie i widzę nocne wędrówki w moim kierunku. Rano budzę się obłożona maluchami i czuję się najszczęśliwsza na świecie.

Bliźniaki w podróży

Czasem brakuje mi pracy, tego gwaru i ludzi. Z drugiej strony, nie chcę stracić niczego ważnego na tym pierwszym etapie bycia z dziećmi. Kontakt z mamą im się należy i będę z nimi tak długo, jak będę czuła, że być powinnam. Nie tęsknię za życiem towarzyskim – mam poczucie, że wystarczająco wydłużyłam sobie młodość. Chcemy przyzwyczaić dzieci do podróżowania, aby móc razem wyjeżdżać na wakacje, weekendy. Organizacyjnie będzie trudniej niż kiedyś, ale chcemy się z tym zmierzyć. Może już na przyszłą wiosnę uda nam się gdzieś wyjechać?

Może siostra dla bliźniaków?

Marzy mi się córeczka. Ale gdy myślę o kolejnej ciąży, mam wątpliwości czy dałabym jeszcze radę. Bałabym się komplikacji i kolejnego pobytu w szpitalu, a chłopcy są jeszcze za mali, żeby przez tak długi okres czasu zostać bez mamy. Niedługo skończę 38 lat, więc powinnam się zdecydować na dziecko w ciągu najbliższych dwóch lat. Ale kto wie?

miesięcznik "M jak mama"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE

NOWY NUMER

POBIERZ PORADNIK! Darmowy poradnik, z którego dowiesz się, jak zmienia się ciało kobiety w ciąży, jak rozwija się płód, kiedy wykonać ważne badania, jak przygotować się do porodu. Pobieram >

Pobieram
poradnik ciaza