Jak pilnować malucha, żeby się nie zepsuł, czyli lekarze, badania, obserwacje

2019-12-19 15:41 Szymon Kępka
Jak pilnować malucha, żeby się nie zepsuł
Autor: Getty images

Małe dziecko, mały kłopot – ta..., mhm...., jasne... Jeżeli myślałeś, że dziecko będzie tylko jadło, spało i czasem coś kwęknie, to zapomnij o tym, jak o wzorach trygonometrycznych w liceum. Z każdym dniem bobas rośnie, a więc więcej się rusza i więcej dzieje się wokół niego. A to oznacza, że musisz być czujny jak łasica, jak gajowy, jak Tommy Lee Jones w Ściganym.

Problem z dorastającym dzieckiem jest taki: rusza się. Ba! Nic innego nie robi tylko ciągle się rusza, macha rękami, nogami i głową. To dlatego, że odkrywa to wspaniałe uczucie jak ruch. Kłopot tylko jest taki, że nie ma jeszcze w sobie wykształconego bezpiecznika.

Bo tak: jak idziesz sobie chodnikiem, to wiesz, że idąc krawędzią, stopa w stopę, możesz którymś razem nie utrzymać równowagi i wywalić orła, wybijając sobie obie górne jedynki. Dlatego chodzisz tak, żeby do tego nie dopuścić. I nie to dlatego, że dentysta drogi i zakładanie plomb bolesne. Masz bezpiecznik, bo znasz konsekwencje – których dziecko jeszcze nie poznało albo dopiero poznaje.

Twoja w tym głowa, żeby dziecko się w międzyczasie tej nauki się nie zepsuło. Mechanicznie. Dlatego support i wsparcie, przynajmniej dopóki dziecko samo nie panuje jeszcze nad ciałem jest po twojej stronie.

Szczególnie, że jesteś silnym, wysportowanym i opanowanym tatą – dlatego ratowanie przed upadkiem powinno ci iść świetnie. Można też trenować albo wiedzieć jak unikać zagrożeń.

Zdrowie ogólne – tutaj więcej zależy od dobrego lekarza. Bo to on się zna i to on zapisuje leki, kremy, oliwki albo inne potrzebne rzeczy. Wskazuje, czy dziecko się dobrze rozwija [on albo fizjoterapeuta]. Poza tym jeśli trzymasz się harmonogramu i chodzisz z dzieckiem do lekarza kiedy trzeba, to wszystko powinno być okej.

Dziecko trzeba też ważyć. Bo każde małe może być na pierwszy rzut oka trochę pulchne i wtedy to nie zawsze powód do obaw. Ale jeśli bobas przypomina ludzika Micheline'a, to lekarz się przyda i powie jak karmić, co zrobić i jak ćwiczyć.

Oprócz tego okresowe badania sprawiają, że trudniej przeoczyć jakieś poważne sygnały. Jeśli jesteś młodym rodzicem i to pierwsze dziecko, to pewnie i tak masz wszystkiego powyżej uszu i trochę nie ogarniasz co się dzieje.

A obawy typu: pierdzenie głośniej niż ty, umiejętność otwierania puszek okiem albo hiper-zdolności liczenia wysokości trójkąta równobocznego w wieku 3 miesięcy mogą być zastanawiające.

Ale czy to śmiertelne niebezpieczeństwo? Raczej nie. Chociaż dziecko raczej nie powinno wyskakiwać ponad określone ramy rozwoju. Znamy porzekadło, o tym że jak się trzyma ramy to się nie... posmarkamy.

Czytaj: Bilans czterolatka – na czym polega badanie bilansowe czteroletniego dziecka?

Podaj mi "takie ten, z tym", czyli dziecięcy słowniczek dla opornych

Jednym słowem: Lekarz najczęściej zna się lepiej niż Ty, który nie uważałeś na lekcjach biologii.

Zabawa w domu – tutaj dużo zależy od ciebie. Bo ty decydujesz, czy podczas zabawy podrzucać dziecko kilka centymetrów nad głowę, czy wyskakiwać z trampliny na trzecie piętro. Serio. Uwaga z tym. Zabawa zabawą, ale dziecko to delikatna istota i trzeba jak z jajkiem na miękko. W punkt.

Po pierwsze: zawsze asekuruj brzdąca. Siedzicie na kanapie, akurat przełączasz z wiadomości na wydarzenia – wkurzasz się polityką, a malec smyka się po kanapie i zaraz wyrżnie czołem w róg stołu. Musisz pilnować. I lepiej samemu się uderzyć w to magicznie miejsce między kośćmi w łokciu [popularnie elektrownia] i kwiczeć z bólu przez chwilę niż spędzić noc na urazówce i dziurą w głowie u malucha.

Fajnym sposobem na uniknięcie kłopotów jest montaż gumowych kulek, piłeczek, gąbki albo czego zechcesz na rogach i kantach mebli. Może na meblach typu Ludwik XVII wygląda to zabawnie, ale nikomu nie będzie do śmiechu, jak małe zrobi sobie przeciąg w policzku przez wystające okucie szuflady.

Przyda się też refleks. Bo czasem umiejętności wyniesione z konsoli albo okolicznych stadionów piłkarskich mogą sprawić, że w ostatniej chwili złapiesz malca stopą, nogą albo ręką. I ponownie – twoje zdrowie nie ma tu znaczenia, jeśli ratujesz przed bolesnym upadkiem swoje dziecko. Twojej parady nie pokażą w Eurosporcie, ale kamień z serca, że się nie nie stało.

Jednym słowem: Minimalizuj straty. Siniak jest lepszy niż zszywanie.

Obserwacja ciała i zachowania – w prostych słowach: trzeba patrzeć, czy dziecku nie wyskoczyły jakieś brudy, zaczerwienienia i inne bąble. Jeśli tak i jeśli pielęgnacja nie sprawia, że to coś znika – biegiem do lekarza.

Warto pilnować czystości zabawek i innych rzeczy, które dziecko bierze do ust. A masz pewne jak w Banku Centralnym, że wszystko, co fajne, kolorowe i się świeci maluch bierze do ust. Tak poznaje świat.

Z drugiej strony nie ma też co panikować, jak dziecko przejedzie palcami po zakurzonej podłodze. Generalnie nie powinno, ale nadmierna higiena też podobno szkodzi. Częste mycie skraca życie, mówi się staropolsko. Ale po naszemu: od kurzu maluch najwyżej kichnie, a czarna febra raczej mu nie zagrozi.

Uwaga też na małe przedmioty. Wielkości monet, klocków lego, spinaczy i innych. Trzeba pochować wszystkie niebezpieczne przedmioty i zwyczajnie na trochę o nich zapomnieć. Biżuterie, magnesy na lodówkę [te małe], pinezki i szpilki na tablicy korkowej podobnie. Wszystko, czym można się zadławić, musi być wywalone głęboko do szafy albo do kosza.

Chciałeś dzieci, to teraz masz. W czasie świąt warto przemyśleć też jak to zrobić z choinką. Tak, żeby nie spadła dziecku na głowę, albo żeby nie zjadło jakichś małych bombek czy mikołajów z gałązki. Jeśli to słodycze z zeszłego roku, to spoko – najwyżej kupa będzie po prostu trochę twardsza niż zwykle.

Jednym słowem: Bądź czujny. Nie wszystko, co ładne, nadaje się do jedzenia. Tego ucz malca.

Elektryka, RTV i aktywność online – tutaj sprawa robi się poważna, bo idzie nie tyle o zdrowie co o życie. Pomyśl o tym. Sobota popołudniu, sielanka. Czytasz sobie gazetę, malując balustradę balkonu, w wolnej chwili żona piecze ciasto i miesza mikserem krem do tortu.

Dziecko dostaje do oblizania mieszadełka [każdy to robił, więc to możliwe]. Nagle przychodzi sąsiad pożyczyć szklankę cukru, tracisz na moment dziecko z oczu. A ono mieszadłami majstruje przy kontakcie i za parę chwil sprawdzi, co się stanie, gdy połączy metal z prądem [kadr z mission impossible, odliczanie do wybuchu, przejmująca muzyczka].

Nieszczęście i katastrofa w jednym – gotowa. Dlatego czujność zawsze na pierwszy miejscu! Życie pisze różne scenariusze, ale te najgorsze dzieją się nagle i bez przygotowania.

Warto też zwrócić uwagę, jak to jest z czasem przed ekranem. Telewizora, laptopa, smartfona czy tabletu – bez znaczenia. Ty jesteś odporny, bo w sieci widziałeś już prawie wszystko: od hitów polskiego jutuba, po virale z wyciskanymi pryszczami, a na nocnych obradach sejmu kończąc.

Ale dziecko ma delikatny mózg i może tego nie przetrwać tak dobrze jak ty. Stąd warto rzucić okiem na co dziecko patrzy, co zapisuje w podświadomości i spróbować zapanować nad przekazywanymi treściami. Prędzej czy później i tak wpadnie w objęcia internetu bez twojej kontroli [kumple, koledzy, podwórko, szkoła, towarzystwo]. Na to nie ma rady.

Ale im później wejdzie w tryb wandalizmu online tym lepiej. Można także pogadać o tym, ale to już z większym – rozumniejszym malcem. Na razie to ty jesteś Kanałem Panamskim okien na świat swojego dziecka i pamiętaj o rozwadze.

Czytaj: Kłótnia starych przy dziecku

Patostreamy – czym są i jak chronić przed nimi dzieci?

Jednym słowem: Miej z tyłu głowy, że dziecko to nie elektryk. Bo tylko elektryka prąd nie tyka.

Dobry support to żywy suport – a to nie oznacza nic innego niż to, byś sam zadbał o siebie i swoje bezpieczeństwo. I nie mówię tu o dodatkowym koncie w księstwie Lichtenstein typu zaskórniak. Nie ma także mowy o ochroniarzach, bodyguardach czy dodatkowych łańcuchach na opony [te ostatnie jednak warto mieć].

Chodzi o twoje zdrowie. Twoje – ojca. Nie przypadkowo w samolotach najpierw to rodzic bierze maskę tlenową, a dopiero później przekazuje ją dziecku. Bo to rodzic, jako silniejszy i dorosły ma szansę uratować, zjechać po balonowych schodach do pontonu i dalej nieść pomoc.

Podobnie przecież z udzielaniem pomocy na drodze. Zakładasz kamizelkę, ustawiasz trójkąt, a potem patrzysz, co się spaprało [wszyscy tak mówimy] w silniku. To też dlatego, trzeba zabezpieczać tyły.

Dbać o zdrowie, regularnie się badać, nie popadać w tarapaty i być pewniakiem, filarem rodziny, który nigdy się nie zapadnie i nie da się pokonać przez byle co. Każdy ojciec powinien o siebie dbać, bo zadbany ojciec to i silna rodzina. Wspólnie silna.

Więcej artykułów Szymona i innych odjechanych Ojców znajdziesz na stronie jestemtwoimstarym.pl

Szymon Kępka
Szymon Kępka
Reporterski mikrofon z 8 letnim bagażem doświadczeń radiowych i telewizyjnych. Jest tam gdzie trzeba być. Rzeczy niemożliwe realizuje od ręki, cuda natychmiast, paczka pieluch w niehandlową niedzielę? - proszę bardzo! Potrafi spakować wszystko i wszystkich do passata kombi. Prywatnie ojciec kilkumiesięcznej Marii. Pieluchy przewija szybciej niż mechanicy wymieniają koła w formule jeden.
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W magazynie Dziecko Zakupy i My: ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży, a także inspiracje i porady dla całej rodziny! Sprawdź, jak zadbać o najbliższych!

Pobierz
Dziecko zakupy i my
KOMENTARZE