Poroniłam, a przyjaciółka urodziła. Jak sobie poradzić z emocjami po starcie ciąży?

2019-10-15 14:05 Karolina Wojtaś, psycholog
Poronienie
Autor: thinkstockphotos.com Poronienie jest trudną sytuacją w życiu, ale daj sobie czas na przepracowanie złych emocji.

Poronienie zawsze wiąże się z olbrzymim bólem, cierpieniem, niezrozumieniem. Czasem jednak los sprawia, że z doświadczeniem starty ciąży przychodzi nam się uporać jeszcze trudniej. Na przykład wtedy, kiedy bliska ci osoba jest w tym samym czasie w ciąży albo kiedy zachodzi w nią tuż po twojej stracie. Jak sobie poradzić z mieszanką trudnych emocji po poronieniu?

Doświadczenie straty ciąży jest bardzo trudne i bolesne. Jak poradzi sobie z emocjami po poronieniu? Szczególnie jeśli np. przyjaciółka jest w ciąży i towarzyszą jej zupełnie inne emocje. Taki splot wydarzeń zdarza się, niestety, często. Walka o odzyskanie równowagi psychicznej i nabranie wiary w przyszłość po stracie trwa wtedy znacznie dłużej, a kobieta po poronieniu zadaje sobie wiele pytań. Dlaczego boli mnie szczęście innych? Jak długo to potrwa? I czy kontynuować tę znajomość?

Poronienie: dlaczego to takie bolesne?

Nie jest tajemnicą, że kobiety, które borykają się z niepłodnością, po okresie długiej i bezskutecznej walki o dziecko zaczynają czuć zazdrość i niechęć w stosunku do tych, którym się udaje – a szczególnie do tych, którym udaje się bez trudu zajść w ciążę. Nie są to zaskakujące uczucia i nie świadczą o złych cechach charakteru – pragnienie macierzyństwa jest tak silne, że rodzi w nas głębokie poczucie zazdrości.

Gdy mówimy o poronieniu, pojawiają się zupełnie nowe uczucia – oprócz usilnego pragnienia posiadania dziecka, dochodzi też poczucie straty, tęsknoty i bólu. Po poronieniu pojawią się pytania „dlaczego” i głęboki żal. Poronienie dla wielu kobiet jest to jedna z największych tragedii w życiu – szczęście było tak blisko, ale dziecko odeszło. Gdy w takiej sytuacji zjawia się ktoś, komu się udaje, ból przybiera na sile. Przede wszystkim pojawia się identyfikacja – „to mogłam być ja”, „to mogło być moje dziecko”, „ja też czułabym teraz ruchy”. Widoczna ciąża koleżanki, siostry czy bratowej sprawia, że mamy wrażenie, że to mogło się udać, co skutecznie utrudnia proces przechodzenia przez żałobę po poronieniu. I zwyczajnie przeszkadza w zapomnieniu. Niektóre kobiety mówią, że spotykanie się z kimś bliskim, kto był z nami na analogicznym etapie ciąży, jest jak ciągłe i bardzo bolesne rozgrzebywanie ran. Oczywiście, nie ma sensu zadawać sobie ciągłego cierpienia. Co więc robić?

Poronienie: uświadom sobie, że to nie twoja ciąża i nie twoje dziecko

Dla wielu kobiet, które poroniły, kontakt z ciężarnymi jest tak bolesny, że skutkuje nieprzespanymi nocami, płaczem czy nawet… życzeniem przyszłej mamie wszystkiego najgorszego. Ola, 30-latka z Gliwic, tak wspomina swoje uczucia względem przyjaciółki:

- Między moją ciążą a ciążą Kamili był tydzień różnicy. Na początku nawet nie mogłyśmy uwierzyć, że „tak nam się to udało”. Kiedy poroniłam, nie mogłam na nią patrzeć. Chwilami czułam na nią dosłownie… wściekłość. Myślałam sobie, że pewnie się cieszy, że to nie ona, że jej współczucie jest na pokaz. Ale najgorsze myśli, które przychodziły mi do głowy, to te, kiedy ona udawała się na kontrolne USG. To było potworne, ale… miałam w głowie cichą nadzieję, że zadzwoni z płaczem, że coś jest nie tak. Że zacznie rodzić w połowie ciąży. Że cokolwiek pójdzie nie tak. Myślałam sobie, że poczułabym się lepiej, chociaż w głębi duszy czułam się jak potwór – co ze mnie za przyjaciółka? Pomogła mi dopiero terapia, bo gdy urodziła się Zuzia, to myślałam, że oszaleję. Psycholog wyjaśnił mi, że nawet, gdyby wszystkie kobiety na świecie poroniły i potraciły swoje dzieci, to ja nie poczuję się lepiej. Bo tęsknię za swoim dzieckiem i to je opłakuję. A dodatkowa tragedia tylko zwiększy w mojej głowie strach, że ciążę jest tak łatwo utracić, że z kolejną też mnie to spotka. Poczułam… ulgę – wspomina Ola, dzisiaj już mama 2-letniej Martynki.

Przeżywanie uczuć takich, jakich doświadczyła Ola, nie jest czymś wyjątkowym, choć może budzić przerażenie. Doświadczając poronienia szukamy wsparcia, ratunku, solidarności. Ale ulgę po stracie ciąży przynosi dopiero uświadomienie sobie, że żadna „czyjaś” ciąża nie zmniejszy naszego żalu, niezależnie od jej przebiegu. Wiąże się to bowiem z uzmysłowieniem sobie, że trzeba skupić się na walce o swoje dziecko – ani bowiem czyjeś poronienia, ani ciąże i porody, nie zmienią naszego położenia.

Poronienie: nie udawaj, że wszystko jest w porządku

Niektóre kobiety, które poroniły tak bardzo boją się utraty przyjaźni albo pogorszenia relacji z rodziną, że udają, że poradziły sobie z problemem. Czasem chodzi o udowodnienie sobie czegoś albo próbę pt. „jeśli rzucę się na głęboką wodę i będę z nią ciągle rozmawiać o ciąży, to w końcu przestanie mnie to boleć”. Niestety, efekt takich działań jest zwykle bardzo przykry i może doprowadzić nawet do depresji. Ponadto osoby, które widzą, że czujemy się dobrze, pozbywają się pewnych „zahamowań” – i np. przyjaciółka może poprosić cię, byś położyła rękę na jej brzuchu, aby poczuć ruchy dziecka. Udawanie, że „przeszedł” nam żal po utracie dziecka, bez przepracowania złych emocji i przyzwolenia sobie na chwilę słabości nie jest dobrą metodą na powrót do dobrej kondycji psychicznej po poronieniu.

Uświadom sobie, że to ty jesteś w tym momencie najważniejsza. Nie czyjeś uczucia, emocje, nadzieje – ty. Co warto zrobić? Przede wszystkim po poronieniu daj sobie czas. Jeśli potrzebujesz przerwy w kontaktach – powiedz o tym. Nie bój się nazwać swoich uczuć. Możesz wyznać po prostu: „Byłyśmy razem w ciąży, więc teraz twój stan ciągle przypomina mi o mojej tragedii. Wybacz, ale trochę się wycofam, muszę teraz zadbać o siebie i dojść z tym wszystkim do ładu”. Może wydawać ci się to ostre, ale wcale tak nie jest – możesz być pewna, że zrozumie cię każdy.

Poronienie: gdy minie okres ciąży

Nierzadko największe cierpienie kobiet po poronieniu kończy się wraz z momentem, gdy bliska osoba w ciąży rodzi dziecko. Trudno to wyjaśnić, ale w taki sposób opisuje związane z tym uczucia 27-letnia Magda:

- Kiedy moja siostra była w ciąży, po prostu nie mogłam się z nią spotykać. Było to dla mnie zbyt bolesne i przykre. Myślałam już, że na zawsze zostanie między nami taka zadra, ale ku mojemu zdziwieniu, wszystko zmieniło się, kiedy ona urodziła Antka. A już w ogóle poczułam się lepiej, gdy Antoś skończył pół roku. Doszliśmy już wtedy z mężem do równowagi, staraliśmy się o dziecko i żyłam od testu do testu – to był już kolejny etap w naszym życiu. Ale nie to było najważniejsze. Może to głupie, ale to właśnie ciąża przypominała mi o mojej stracie. Dziecko – już nie. Nie mogłam rozmawiać z siostrą, gdy była w ciąży, ale mogę bawić się z Antosiem – mówi Magda.

Taki obraz wydarzeń wcale nie jest czymś zaskakującym – często to właśnie narodzenie się dziecka pozwala na kontynuowanie relacji i powrót do dobrych stosunków. Po pierwsze, znika bowiem najbardziej podobny i przypominający nam o stracie bodziec, po drugie – często długi okres wyciszenia pozwala już dojść do właściwej kondycji. Czy to może być dla nas jakaś podpowiedź? Oczywiście. Czasem warto wycofać się ze znajomości czy spotkań nawet na kilka miesięcy. Z pewnością dla obu stron będzie to łatwiejsze, niż niepokój, udawana radość i widoczne cierpienie.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W nowym M jak Mama o tym, dlaczego w ciąży boli kręgosłup i jak można sobie pomóc w takiej sytuacji. A także: jakie formalności trzeba załatwić po urodzeniu dziecka, kiedy warto kupić niemowlakowi szumiącą zabawkę i jak przystawiać malca do piersi.

Kup dostęp od 2,50 zł
mjm 12/19
KOMENTARZE