Pielęgniarka stanie przed sądem za uśmiercenie 7 noworodków. Podawała im "zabójcze zastrzyki"

2022-10-12 12:02

Ruszył proces pielęgniarki oskarżonej o zabójstwo czterech nowo narodzonych chłopców i trzech dziewczynek. Postawiono jej również zarzut usiłowania zabójstwa 10 kolejnych dzieci. Ujawniono, że wstrzykiwała im insulinę i powietrze.

noworodek i pielęgniarka
Autor: Getti Images Ruszył proces seryjnej zabójczyni dzieci. Pielęgniarka jest oskarżona o zabicie 7 noworodków

Lucy Letby pracowała na oddziale neonatologicznym w brytyjskim szpitalu w mieście Chester. 10 października przed Sądem Koronnym w Manchesterze ruszył proces w jej sprawie. 32-letniej pielęgniarce postawiono zarzut zamordowania siedmiorga noworodków, a także usiłowania zabójstwa kolejnych dziesięciu dzieci.

Zobacz także: Gdy dziecko umiera w brzuchu mamy — wewnątrzmaciczne obumarcie płodu w ciąży pojedynczej i bliźniaczej

Gadaj Zdrów: Poronienie dotyka co 10. kobiety, a wciąż jest tabu. "Nie ma empatii, nie ma wsparcia"

Wspólny mianownik wszystkich zgonów

W trakcie procesu ławie przysięgłych zostały przedstawione zebrane w sprawie dowody. Ujawniono, że od stycznia 2015 roku, w ciągu kolejnych 18 miesięcy, doszło do nagłego wzrostu zgonów wśród nowo narodzonych dzieci.

Zauważyli to medycy, którzy nie byli w stanie znaleźć konkretnej przyczyny śmierci niemowląt. Początkowo nikomu nie przyszło do głowy, że śmierć dzieci może być celowym działaniem kogoś z personelu medycznego.

W toku śledztwa okazało się jednak, że wspólnym mianownikiem wszystkich zgonów jest obecność jednej z pielęgniarek. Ponadto, większość przypadków miała miejsce na nocnych zmianach.

- Kiedy Lucy Letby została przeniesiona na zmiany dzienne, pogorszenia stanu zdrowia noworodków i zgony przeniosły się na zmiany dzienne – podkreślił oskarżyciel Nick Johnson.

Pierwsze ofiary

Oskarżyciel ujawnił, że pielęgniarka pracowała na nocnej zmianie, gdy doszło do pierwszych nagłych zgonów wcześniaków. Pierwszymi ofiarami były bliźnięta. Obojgu wstrzyknięto powietrze do krwiobiegu.

Kolejnemu noworodkowi wstrzyknięto powietrze poprzez sondę nosowo-żołądkową. Spowodowało to zatrzymanie pracy serca i oddechu.

„Zaufaj mi, jestem pielęgniarką”

Pielęgniarka została również oskarżona o zamordowanie kilkudniowego chłopczyka i próbę zabicia jego brata bliźniaka następnego dnia. Obaj chłopcy urodzili się przed czasem, a ich mama w tym czasie przebywała na oddziale poporodowym.

Jednej nocy mama chłopców postanowiła odwiedzić w nocy swoich synków. Wówczas zobaczyła pielęgniarkę przy jednym ze swoich dzieci. Chłopiec mocno krwawił z ust i był niespokojny. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że kobieta właśnie próbowała go zabić.

- Zaufaj mi, jestem pielęgniarką – usłyszała tamtego dnia matka od oskarżonej.

Mama dała się przekonać, że jej synek jest w dobrych rękach i wróciła do sali. Wciąż jednak była zdenerwowana, więc zadzwoniła do męża.

Wszystkie zapisy na oddziale tamtego dnia zostały sfałszowane, aby zatrzeć ślady.

- W karcie nie było zapisu, że dziecko krwawiło o godzinie 21:00 – wyjaśniał prokurator, przedstawiając wyniki śledztwa.

Oskarżyciel powiedział, że po śmierci dziecka rodzice nie chcieli wykonywać sekcji zwłok. Lekarz dyżurny również uznał, że nie jest to konieczne. Był to jednak duży błąd, bo zdaniem Johnsona chłopiec został zamordowany przez wstrzyknięcie powietrza do krwiobiegu.

Z kolei drugi bliźniak otrzymał insulinę w mleku modyfikowanym, co spowodowało nagły spadek poziomu cukru we krwi. Na szczęście zespół medyczny zauważył, że coś się dzieje i w porę zareagował.

To właśnie po tym incydencie cały oddział został postawiony w stan pogotowia i ostatecznie zarządzono kontrolę.

Oskarżyciel ujawnił również, że pielęgniarka była zainteresowana rodzicami bliźniąt. Wielokrotnie szukała ich w mediach społecznościowych.

Trzykrotnie próbowała zabić kolejne dziecko

Pielęgniarka została również oskarżona o próbę zabicia noworodka urodzonego w 23 tygodniu ciąży.

Dziewczynka urodziła się w innym szpitalu, ważąc zaledwie 510 g. Lekarze zdecydowali jednak, aby przenieść ją do szpitala w Chester. W pierwszych tygodniach czuła się dobrze. Nagle jednak jej stan się pogorszył. Zaczęła wymiotować i wdała się infekcja.

Wyniki badań ujawniły, że noworodkowi podano insulinę. Rezonans magnetyczny wykonany między tymi zdarzeniami wykazał zmiany neurologiczne. Kolejne badanie zrobione po kilku miesiącach wykazało nieodwracalne uszkodzenia mózgu.

Prokurator podkreślił, że to nie były wypadki, a celowe działanie oskarżonej. Nie wiadomo, jakie były motywacje kobiety, ale nie brakuje spekulacji o jej problemach ze zdrowiem psychicznym.

Proces może trwać do sześciu miesięcy.

Czytaj również: Mózgowe porażenie dziecięce. Czy wiesz, na czym polega choroba Little'a?