Wczesne macierzyństwo i przedwczesny poród - trudna sytuacja młodej mamy i wcześniaka. Prawdziwa historia

2011-04-22 14:48
Nieletnia mama: moja szkoła dorastania
Autor: photos.com

Wczesne macierzyństwo sprawia, że młode mamy nie mają łatwego życia. Poznaj historię Noemi ze Śremu, która urodziła dziecko w 29. tygodniu ciąży. Chociaż ciąża to stan błogosławiony, często nie uzyskują odpowiedniego wsparcia. Nie we wszystkich szkołach dyrekcja i nauczyciele starają się wspierać młodą matkę. Wczesne macierzyństwo to doświadczenie, które zmusza do szybkiego dorastania.

Wczesne macierzyństwo to trudny temat, zarówno dla ciężarnej jak i jej otoczenia. Nieletnie mamy często nie mają pojęcia jak właściwie wygląda ciąża i poród, to wywołuje ich niepokój. Szybka lekcja dojrzewania z jaką musi zmierzyć się bardzo młoda ciężarna często okazuje się być wstrząsem. W przypadku Noemi ze Śremu okazało się, że na świat przyjdzie wcześniak. Oto opowieść młodej mamy, której dziecko ledwo co uszło z życiem.

>>WCZESNE MACIERZYŃSTWO: jakie posiada zalety? [FILM]>>

Wczesne macierzyństwo i przedwczesny poród: krwawienie w 23. tygodniu ciąży

Miałam 17 lat, kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym i kiedy zaczęłam podejmować pierwsze dorosłe decyzje – wspomina Noemi, młodziutka mama ze Śremu. Nie byłam jeszcze pełnoletnia, kiedy zobaczyłam moje zaledwie 18-milimetrowe dziecko na monitorze USG. Brzuszek zaokrąglił mi się wraz z osiągnięciem wieku dojrzałości. Ze szkoły średniej zrezygnowałam, miałam dosyć nieprzyjemnych uwag nauczycieli. Myślałam (jakie to było dziecinne!), że ciąża to tylko czas oczekiwania, kupowania ubranek, wózka, łóżeczka. Jakże bardzo się myliłam...

Na początku moja ciąża przebiegała prawidłowo. Wymiotowałam zaledwie kilka razy, nie odczuwałam żadnych poważniejszych dolegliwości.  Badania wykazały, że dziecko prawidłowo się rozwija. Kiedy poczułam pierwsze ruchy, moja radość nie miała granic. Wreszcie poczułam, że osóbka, która zamieszkuje mój brzuszek, naprawdę tam jest! Pewnej nocy obudziłam się cała we krwi. Zaspana pomyślałam: „A więc to mi się śniło, nie jestem w ciąży. To kolejna miesiączka”. Ale nagle dotarło do mnie, co się naprawdę stało. Jestem w 23. tygodniu ciąży i zaczęłam krwawić!

Z płaczem pobiegłam do rodziców, w ekspresowym tempie zabrali mnie do szpitala. Trzęsły mi się ręce, nie potrafiłam odpowiedzieć na najprostsze pytania. Przeraziły mnie formalności w szpitalu. Zamiast od razu zabrać mnie do lekarza, dopytywano się o ubezpieczenie, które zapomniałam zabrać z domu. Tata musiał po nie szybko jechać. Wylądowałam na oddziale ginekologicznym. Diagnoza lekarzy była jasna. „Pani dziecko żyje, lecz pękł pęcherz płodowy, odeszły wody. Jest bardzo duże ryzyko, że zacznie pani rodzić w przeciągu kilku godzin, kilku dni. Nie jesteśmy w stanie uratować pani dziecka. Takie dzieci przeżywają jedno na tysiąc urodzeń”. To była najgorsza noc w moim życiu. Nie mogłam zasnąć, nie miałam siły płakać, myśleć. Nie chciałam stracić tego dziecka!

Na szczęście, potem sytuacja się ustabilizowała, wody zaczęły się regenerować, nie było żadnego zakażenia, nie krwawiłam. W mojej głowie tliła się iskierka nadziei, ale przerażała mnie myśl, że do końca ciąży będę musiała leżeć. Był 24 kwietnia, a termin porodu miałam na 19 sierpnia!

Wczesne macierzyństwo i przedwczesny poród: pobyt na patologii ciąży

Minęły dwa tygodnie. Zaczął się 25. tydzień ciąży, szanse na przeżycie mojego maleństwa – tymczasem dowiedziałam się, że to będzie chłopiec – zwiększyły się. Miał 705 g i mogłam zostać przewieziona do Szpitala Klinicznego Akademii Medycznej przy ulicy Polnej w Poznaniu. Wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Nie miałam skurczów, rozwarcia, maluch się rozwijał. Przez mój pokój przewinęło się mnóstwo kobiet z podobnymi problemami – a ja ciągle tam byłam, patrząc, jak inne kobiety przychodzą i odchodzą. Marzyłam, aby wrócić do domu. Moim największym wsparciem był ojciec dziecka i rodzice, którzy byli pewnie tak samo przerażeni jak ja. Pocieszali mnie i zapewniali, że wszystko będzie dobrze. A ja im wierzyłam. Nie chciałam myśleć inaczej.

Przedwczesny poród: poród w 29. tygodniu ciąży

W 27. tygodniu ciąży zrobiło mi się rozwarcie na 1,5 cm. Zaczęły się też skurcze, choć bardzo słabe, zaczęłam intensywnie krwawić. Pierwszą akcję „porodówka” miałam w 29. tygodniu ciąży. Bite 9 godzin byłam podłączona pod KTG. Zero skurczów, tętno dziecka w normie. W nocy z 16 na 17 czerwca budziłam się co pół godziny. Nie wiedziałam, że to są skurcze porodowe. Rano wstałam, aby iść do toalety i zwinęłam się z bólu. To już nie był ból, który towarzyszył mi w nocy. To było coś zupełnie innego, przede wszystkim bardziej bolało. Lekarz ze zdziwieniem stwierdził, że mam 8 cm rozwarcia, że zaczęłam rodzić i że widzi już dziecko! Zaczęłam go błagać, żeby powstrzymał poród, gdyż mam za małe dziecko. Powiedział, że nie da się nic zrobić.

Wcześniak na oddziale neonatologii

Chwilę potem urodziłam synka. Cieszyłam się, że żyje. Na moment mi go pokazano i szybko zabrano. Nie mogłam się nim nacieszyć. Nigdy nie widziałam tak małego dziecka! Mój chłopak wbiegł na porodówkę 10 minut po porodzie. Był strasznie dumny z syna, choć zapewne tak samo przestraszony jak ja. Potem było szycie krocza i jakieśkomplikacje z łożyskiem, zrobiono mi zabieg pod narkozą.
Kiedy wróciłam na oddział, chciałam iść do mojego synka Jasia, ale nie pozwolono mi. Byłam za słaba. Zobaczyłam go drugiego dnia po porodzie. Zaraz po śniadaniu poszłam z panią psycholog, która miała się mną opiekować ze względu na mój młody wiek, na oddział neonatologii. Jaś leżał na intensywnej terapii noworodka. Widok dziesiątków inkubatorów i dzieci wielkości dłoni był przerażający. Wreszcie zobaczyłam mojego synka. Był taki malutki! Z podkulonymi nóżkami był długości moich dwóch dłoni! Jego malutkie ciałko pozakrywane było dużą ilością wenfl onów, rurek i nieznanych mi urządzeń. Na oczach miał przepaskę. Zaczęłam histerycznie płakać. Ani psycholożka, ani lekarka, która do nas podeszła, nie mogły mnie uspokoić. Bałam się zadać pytanie, które mnie wciąż dręczyło: „Czy mój Jaś będzie żył?”.

Rozwój wcześniaka

Wróciłam do domu, ale codziennie jeździłam z chłopakiem do naszego synka. Cieszyłam się ze wszystkich jego postępów. A to z otwartych oczu, a to z kolejno odłączanych urządzeń, z pierwszych samodzielnych oddechów. Wiele razy chciało mi się płakać, kiedy patrzyłam na jego bezbronne ciałko. Obwiniałam się o to, że nie potrafiłam zapewnić mojemu dziecku bezpieczeństwa przez dziewięć miesięcy. Mój synek miał zaledwie 1450 g, kiedy przyszedł na świat. Przeżył wylew pierwszego stopnia do mózgu, miał retinopatię, nie potrafił sam oddychać prawie przez miesiąc. Do tego doszły problemy z jelitami. Dzisiaj Jaś ma 7 miesięcy. Śmieje się, bierze różne rzeczy do buzi. Z jego wcześniactwa zostały wizyty w poradni rozwoju wcześniaka i skłonność do zapalenia oskrzeli. Kiedy widzę, jak na mnie patrzy i odwzajemnia uśmiech, jestem najszczęśliwsza na ziemi.

miesięcznik "M jak mama"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

Nowy numer magazynu Dziecko Zakupy i My już w sprzedaży! A w nim ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży a także inspiracje i porady dla całej rodziny! 164 strony za 4,99 zł.

Sprawdź
Dziecko zakupy i my
KOMENTARZE