- Nauczycielka mówi dzieciom, że nie chce jej się prowadzić lekcji
- „Żarty” o sprzedaży na organy zaniepokoiły rodziców
- Dziecko traci motywację do nauki
- Psycholog wyjaśnia, jak takie słowa wpływają na dzieci
- Co może zrobić rodzic w takiej sytuacji?
„Boje się nie o oceny, ale o psychikę mojego dziecka” – list mamy ucznia
Poniżej publikujemy fragment listu, który otrzymaliśmy od jednej z czytelniczek. Imiona i szczegóły zostały zmienione.
„Czasami mówi, że nie chce jej się prowadzić lekcji”
Mój syn ma 9 lat. Lubił angielski, zawsze wracał z zajęć podekscytowany. Od kilku miesięcy widzę jednak, że coś się zmieniło. Coraz częściej mówi, że na lekcji jest chaos.
Zdarza się, że nauczycielka przychodzi i mówi wprost:
Nie chce mi się dziś prowadzić lekcji, za mało mi płacą”. Dzieci siedzą wtedy i robią zadania same albo oglądają filmik.
„Powinnam was porwać i sprzedać na organy”
Najbardziej wstrząsnął mną jednak inny „żart”. Syn powiedział mi, że pani śmiała się i mówiła, że „powinna ich porwać i sprzedać na organy, to wtedy ta praca by się opłacała. To są 9- i 10-latki. One nie zawsze rozumieją, co jest żartem. Mój syn zapytał mnie wieczorem, czy nauczyciel naprawdę może porwać dziecko.
- czytamy w dalszej części listu.
„Nie chodzi tylko o angielski”
Widzę, że jego umiejętności stoją w miejscu, ale to nie jest mój największy lęk. Boję się, że takie komunikaty podkopują w nim poczucie bezpieczeństwa i szacunek do szkoły. Nauczyciel powinien być autorytetem. Tymczasem moje dziecko słyszy od osoby dorosłej, że praca z nim jest męcząca i nieopłacalna.
- skarży się mama chłopca z 4. klasy.
Co może zrobić rodzic w takiej sytuacji? – komentarz redakcji
Słowa wypowiadane przez nauczyciela mają ogromne znaczenie. Dla dziecka w wieku wczesnoszkolnym dorosły w szkole jest osobą, której ufa i którą traktuje poważnie – nawet jeśli używa ona ironii.
Jeśli rodzic ma wątpliwości co do zachowania nauczyciela, warto:
- porozmawiać najpierw z dzieckiem i upewnić się, jak dokładnie wygląda sytuacja,
- umówić się na rozmowę z nauczycielem i spokojnie przedstawić swoje obawy,
- w razie potrzeby zgłosić sprawę wychowawcy lub dyrekcji szkoły,
- zadbać o emocje dziecka i wyjaśnić, że niektóre „żarty” dorosłych są niestosowne i nie powinny mieć miejsca.
Część dzieci tego typu sytuacje odbiera humorystycznie i tylko, lub aż - traci szacunek do nauczyciela. Jeśli jednak dziecko odczuwa lęk, ma problemy ze snem lub wyraźnie unika szkoły, warto rozważyć konsultację z psychologiem.
Gdzie kończy się frustracja, a zaczyna problem?
Nauczyciele, podobnie jak inni pracownicy, mogą odczuwać zmęczenie czy frustrację. Jednak praca z dziećmi wymaga szczególnej odpowiedzialności. Komunikaty o niskiej wartości pracy czy „żarty” związane z krzywdą mogą być dla uczniów trudne i niezrozumiałe.
Najważniejsze jest bezpieczeństwo – zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.