Jakie problemy pojawiają się po narodzinach dziecka? Rozmowa z psychologiem

2019-04-16 10:45 Małgorzata Wójcik
kryzys po narodzinach
Autor: Getty images

Według psychologów problemy po narodzinach dziecka i w relacjach między młodymi rodzicami są dość częstym zjawiskiem. O tym, jak się przed nimi uchronić i jak sobie z nimi radzić, gdy się pojawią, rozmawiamy z Moniką Dreger – psychologiem i mediatorem rodzinnym, założycielką zespołu Warszawskiej Grupy Psychologicznej.

Rodzi się dziecko, rodzice wpadają w euforię, są zachwyceni malcem, szczęśliwi, że wreszcie tworzą pełną rodzinę. Jednak po kilku miesiącach w ich związku zaczynają się problemy. Pojawiają się wzajemne oskarżenia, pretensje, brak zrozumienia, które mogą mieć różne przyczyny. Jak sobie radzić z problemami po na rodzinach dziecka pytamy psychologa.

Podobno po narodzinach dziecka u 70 proc. par zmniejsza się satysfakcja ze związku. Czy rodzicielstwo rzeczywiście tak źle wpływa na nasze relacje?

– Zgodziłabym się z tą liczbą. Myślę, że 70 proc. par odczuwa niekorzystne zmiany, ale oczywiście na różnym poziomie. Niektórzy zaczynają mieć błahe problemy, które rozwiązują dwiema rozmowami, inni mają poważniejsze, i wtedy trafiają np. do mnie na terapię. Prawdą jest, że narodziny dziecka to prawdziwa rewolucja w życiu.

To tak niesamowita zmiana we wszystkich obszarach życia, że trudno ją od razu zaakceptować i do niej się przyzwyczaić. Na dodatek nie da się do niej wcześniej przygotować, bo zawsze coś nas może zaskoczyć. Myślę też, że trudniej jest się przystosować do nowego życia parom z długim stażem, które mają swoje zwyczaje i rytuały, niż młodym, którzy żyją chwilą, idą na żywioł, nie mają przyzwyczajeń, czasem nawet nie zdążyli zamieszkać ze sobą razem. Im starszy związek, tym rodzicielstwo jest bardziej zaskakujące.

Czytaj:

Baby blues - czy wiesz, co to jest?

Naukowcy alarmują: Kobiety, które chcą być idealnymi mamai częściej popadają w depresję

Rodzicielstwo to wyzwanie zarówno dla kobiety, jak i mężczyzny?

– Oczywiście. Z moich obserwacji wynika, że kryzysy po narodzinach dziecka są częste. Nie pojawiają się od razu, tylko około roku po porodzie. To dlatego, że na początku są euforia i radość, a potem zaczyna się szara rzeczywistość. Mama jest bardzo zmęczona, jeszcze śpi z dzieckiem, poświęca mu cały swój czas... Początkowo tata sobie tłumaczy, że niemowlę wymaga nieustannej opieki, więc to zrozumiałe, że jest zajęta, niewyspana i śpi oddzielnie. Po roku jednak już przestaje i jest zirytowany sytuacją w domu i w ich związku.

Słusznie uważa, że dziecko już mogłoby samo spać, że można je już zostawić z babcią na godzinę lub dwie. I zaczyna mieć o to pretensje do żony. Oczywiście czasami problem polega na tym, że kobieta nie potrafi się odciąć od dziecka, ale czasem to kwestia jej depresji poporodowej, na którą nie ma ona wpływu. Depresja powoduje zachowania, których panowie nie rozumieją i które często prowadzą do kryzysu. Na szczęście ostatnio bardzo dużo mówi się o tej chorobie, więc świadomość społeczna na jej temat bardzo wzrosła.

Czytaj:

8 sposobów na odzyskanie energii przez zmęczoną mamę

Kłótnie o pieniądze. Jak ich uniknąć w związku?

Ale wina nie zawsze leży po stronie kobiety. Często młode mamy skarżą się, że są pozostawione same sobie, że ojciec dziecka się nie angażuje...

– To prawda, chociaż muszę przyznać, że moim zdaniem ten problem jest dużo rzadszy niż kiedyś. Może wynika to z tego, że pracuję w dużym mieście, gdzie zmiany w postrzeganiu ról społecznych są bardzo widoczne. W małych miejscowościach, na wsiach, gdzie stereotypy odgrywają jeszcze dużą rolę, pewnie więcej kobiet ma problem z tym, że ojciec nie bierze udziału w opiece nad dzieckiem.

Czytaj: Depresja poprodowa u mężczyzny - jak się objawia?

Tutaj to wygląda trochę inaczej: z moich obserwacji wynika, że mężczyźni bardzo się angażują, także wtedy, gdy dziecko jest niepełnosprawne czy ma jakieś zaburzenia, np. zespół Aspergera. Zajmują się nim i wkładają dużo wysiłku w pomoc przy jego wychowaniu. W ostatnich latach zmieniło się bardzo spojrzenie na ojcostwo: panowie przygotowują się do porodu, chodzą do szkoły rodzenia, asystują przy narodzinach dzieci, przewijają, biorą urlopy ojcowskie, dzielą się obowiązkami z partnerką.

A jeśli już pojawia się taki problem, że są mniej zaangażowani, to potem się okazuje, że to dlatego, że kobieta nie dopuszcza ich do dziecka. My często mamy przeświadczenie, że wiemy lepiej (jest zima, więc trzeba ubrać dziecko w dwa swetry), tymczasem panowie są bardziej logiczni. Mówią: przecież ja wiem, czy jest ciepło, czy zimno i czy trzeba dziecku założyć sweter i czapkę, czy nie...

Czytaj:

Rola ojca - jaki jest jego wpływ na rozwój dziecka?

TATA przy PORODZIE - zadania taty na sali porodowej

No właśnie, nie zawsze mamy zaufanie do swoich partnerów jako ojców?

– Oj, tak. Wiele kobiet ma poczucie, że są jedyne, niezastąpione, wszechwiedzące. I dlatego są zmęczone: mając poczucie, że tylko ja mogę nakarmić, ubrać, umyć, trudno jest odpocząć...

Ale jest i druga strona tego medalu. Mężczyzna, którego żona nie dopuszczała do opieki nad dzieckiem, gdy ono było malutkie, nie angażuje się w opiekę wtedy, gdy ona już mu na to pozwala, czyli gdy może już zabrać je do kina, pograć z nim w piłkę, bo nie jest tego nauczony. A ona się dziwi: dlaczego on się nie zajmuje dzieckiem?

A przecież wcześniej narzekała, że źle zapiął pieluchę, nie posmarował, że nie założył czapki... Często słyszę, jak mężczyźni skarżą się, że są odsunięci od opieki, mimo że chcieliby w niej brać udział. To jest szczególnie widoczne przy pierwszym dziecku, bo przy drugim to jest wszystko zupełnie inaczej.

Mężczyźni po narodzinach dziecka często czują, że żona odsuwa ich nie tylko od dziecka, ale też od siebie.

– W gabinecie często o tym słyszę. Młoda mama skupia się tylko na niemowlęciu, zajmuje się tylko nim, mówi tylko o nim. Panowie na początku traktują to jako coś naturalnego, ale w końcu tracą cierpliwość. Widzą, że kobieta jest kompletnie zwariowana na punkcie malca, a zapomniała o partnerze. Nie chce się z nim kochać, nie pyta o jego sprawy... Nawet gdy mąż to komunikuje i chce zmiany, to ona nie dostrzega istnienia takiego problemu.

Czy kryzysowi po narodzinach dziecka można w ogóle jakoś zapobiegać?

– To trudne, bo nawet jeśli przed porodem sobie wszystko omówimy, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, rzeczywistość zawsze może się okazać inna. Możemy sobie ustalić na przykład, że kobieta wstaje w nocy do karmienia, a mężczyzna – gdy dziecko płacze. Ale może się okazać, że ono wcale nie płacze albo płacze non stop, a on jedzie jutro w delegację 600 km samochodem i musi się wyspać.

Dlatego ważniejsza jest chyba jakość naszych relacji i komunikacja. Mówienie o swoich potrzebach to podstawa, bo to oczywiście nieprawda, że po kilkunastu latach związku wiemy, czego chce nasz partner. Ale jeśli komunikujemy, że mamy problem, to wtedy mamy szansę go rozwiązać. I powinniśmy to robić od razu, na bieżąco, bo najgorsze są nagromadzone żale i frustracje.

Ważne jest też to, aby od razu przeciwdziałać – jeśli mężczyzna mówi, że kobieta przestała poświęcać mu czas, to niech zorganizuje nianię, a ją zabierze na spacer, na kawę, żeby mogli przez chwilę być sami. Nawet jeśli matka się opiera, bo nie wyobraża sobie zostawienia dziecka z obcą osobą. Albo niech chociaż przygotuje kolację w domu, gdy maluch uśnie.

Bardzo ważne jest dbanie o związek, o wspólnie spędzany czas, przytulanie się, wspólne zainteresowania. Bo za kilka lat dziecko urośnie, wyprowadzi się, a my pozostaniemy w domu z obcą nam osobą.

Wydaje się to takie proste...

– Zauważyłam, że czasami najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania. Mam taką parę na terapii, która ma małe dzieci i żadnego wsparcia dziadków, rodziny. Nie mają dla siebie czasu, są zmęczeni, sfrustrowani. Spytałam ich któregoś razu, czy nie mogą wynająć opiekunki na kilka godzin i pójść razem do kina. Byli zszokowani prostotą i oczywistością tego pomysłu. W tym swoim rozgoryczeniu tak się zapętlili, że przestali jasno myśleć.

Dlaczego akurat powiększenie rodziny jest przełomowym momentem w relacjach między mężczyzną a kobietą?

– Narodziny potomstwa to taki katalizator naszych deficytów, które ciągną się za nami od czasów dzieciństwa. To wyzwalacz, który uruchamia schematy wcześniej uśpione. Gdy mija pierwsza radość z tego, że jesteśmy rodzicami, uwypuklają się problemy, które wynieśliśmy z domu: nasze braki, wzorce, doświadczenia. Im są one gorsze, trudniejsze, tym bardziej mogą wpływać na nasze relacje.

Pierwowzorem dla nas, naszych związków, rodziny jest zawsze ojciec i matka. Albo negujemy ten pierwowzór, albo go powielamy. Jeżeli więc wychodzimy z domu, gdzie nasza mama była nadopiekuńcza i nagle rodzi się nam dziecko, to albo ciągle do niej dzwonimy, pytając o radę, albo przeciwnie: w ogóle zrywamy z nią kontakt i denerwuje nas gdy ona dzwoni.

A gdy mama nami się nie zajmowała, to my z kolei staramy się opiekować dzieckiem cały czas, żeby na chwilę nawet nie poczuło, że się nim nie interesujemy. A gdy jesteśmy DDA, czyli dorosłym dzieckiem alkoholika, do tego najstarszym, więc byliśmy tzw. bohaterem rodziny, który tuszował wszystkie problemy i był zadaniowy, to nasze dziecko będzie miało pieluszki poukładane w równy rządek i będzie musiało spać co trzy godziny.

Ale może się okazać, że ono nie chce spać co trzy godziny, a mąż sugeruje, że ono tylko chce przytulenia. Ale my nie mamy takich wzorców, więc zaczyna się problem, który odciska się na związku i na rodzicielstwie.

Czytaj:

Jak być dobrym rodzicem? - radzi psycholog z Centrum Zdrowia Dziecka

Bajkoterapia pomaga rozwiązać problemy wychowawcze

A co robić, gdy pojawi się kryzys?

– Trudno odpowiedzieć jednym zdaniem. Jeśli nie mamy złych doświadczeń z domu, to jest to w miarę proste. Wystarczy rozmowa, komunikacja. Trzeba powiedzieć: tęsknię za tobą, chciałabym, żebyś mi pomógł, żeby teściowa się nie wtrącała. I czasami okazuje się, że ta druga strona mówi: OK, nie wiedziałem, że to problem, ale zmienię to, zajmę się dzieckiem po pracy. I kryzys jest zażegnany.

Ale czasami jest trudniej, bo jeśli wynosimy z naszych domów deficyty i przekonania, które wpływają na funkcjonowanie naszej rodziny, to trudno nam wyjść z tego tunelu, w którym biegniemy. Wtedy nie wystarczy rozmowa, czasem trzeba przyjść na terapię i zmierzyć się z tym, co ja tak naprawdę robię sobie, dziecku i partnerowi.

Kiedy trzeba szukać pomocy u specjalisty?

– Im szybciej, tym lepiej, ale oczywiście najpierw trzeba próbować rozmawiać, ratować związek własnymi siłami. Dopiero gdy to nie daje efektów – iść na terapię. Czasami wystarczy kilka spotkań i problem znika, wszystko jest omówione i działa. Kiedy indziej trzeba długotrwałej terapii, bo zabrnęliśmy za daleko. Czasami pomaga psycholog dziecięcy, który zmieni zachowanie rodziców tak, aby zmienić reakcje dziecka, które powodują naszą frustrację, która z kolei utrudnia rozmowę itd.

Na czym polega terapia, którą oferują psycholodzy?

– Najpierw staramy się pomóc ludziom usłyszeć się nawzajem, bo często jest tak, że partner coś do nas mówi, sygnalizuje swoje potrzeby, ale my tego nie słyszymy. A gdy już dowiemy się, o co chodzi drugiej stronie, wtedy możemy się zastanowić nad tym, co zrobić, żeby to zmienić. Zaczynamy od usprawnienia komunikacji między partnerami, segregujemy problemy, szukamy kompromisów.

Jeśli któraś ze stron ma deficyty z domu rodzinnego, to rozdzielamy terapie na indywidualne zajęcia. W Warszawskiej Grupie Psychologicznej mamy duży zespół złożony z różnych specjalistów, aby w zależności od diagnozy pomagać na różne sposoby. Ważne, żeby pamiętać, że każdy problem da się rozwiązać.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W magazynie Dziecko Zakupy i My: ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży, a także inspiracje i porady dla całej rodziny! Sprawdź, jak zadbać o najbliższych – czytaj już za 3 zł!

Sprawdź
Dziecko zakupy i my
KOMENTARZE