Bazy danych pedofilów są pełne takich zdjęć. Tak twoje dziecko stanie się obiektem chorych fantazji

2023-07-14 14:00

Ten tekst może przekonać sceptyków do tego, że zło w sieci jest bliżej, niż wszyscy sobie wyobrażamy... Przypadek 3-letniej Wren Eleanor skłonił wiele mam, zwłaszcza w USA, gdzie sprawa jest najgłośniejsza, do wykasowania rodzinnych wideo-blogów. Przyglądając się aferze, postanowiłyśmy sprawdzić, gdzie jest granica w publikowaniu wizerunku dzieci w internecie.

Wren Eleanor
Autor: Instagram/ @tiktokwren Wren i Jacquelin na wspólnym zdjęciu z Instagrama.

O tik-tokowym profilu 3-letniej Wren Eleanor, który prowadzi jej matka - Jacquelyn, zrobiło się głośno najprawdopodobniej ze względu na ogromną ilość obserwatorów ich profilu. Wideo-blog, którego główną bohaterką jest mała dziewczynka, obserwuje ponad 17 milionów osób. 

Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie kilka niepokojących faktów, naprowadzających na myśl o tym, że część obserwatorów konta to pedofile. Mowa między innymi o dwuznacznych komentarzach pod filmikami. Zastanawiająca jest też ilość pobrań wideo z profilu dziewczynki.

Warto zaznaczyć, że treści publikowane na jej profilu nie są instruktażem ani inspiracją do czegokolwiek, więc nikt o bezinteresownych zamiarach nie powinien mieć powodu do posiadania ich na stałe. Co więcej, hasło "Wren Eleanor" jest też popularne w wyszukiwarkach i to w alarmującym kontekście. 

Przeczytaj: Na nocniku, w kąpieli... Jakich zdjęć dziecka lepiej nie wrzucać do sieci?

W całej sprawie kontrowersyjny jest również udział mamy dziewczynki, która część filmików nagrywała na prośbę obserwatorów. Chodziło między innymi o to, by Wren... zjadła na nagraniu ogórka albo hot-doga. 

Tymczasem sprawa znacznie wpłynęła na podejście internetowych mam w USA do publikacji wizerunku ich dzieci. Jak określa dziennik New York Post:

Trzyletnia dziewczynka nieświadomie zapoczątkowała masowy ruch matek w mediach społecznościowych, które usuwają z sieci publiczne zdjęcia i filmy swoich dzieci po tym, jak internetowi śledczy zauważyli niepokojący trend.

Łowcy pedofilów zatrzymali mężczyznę ze Stalowej Woli, który wysyłał zdjęcia genitaliów

Mamy masowo kasują zdjęcia i filmiki ze swoimi dziećmi

Jedną z takich mam jest Makayla Musick. Kobieta niedawno poinformowała swoich obserwujących, że kończy udostępniać publicznie treści dotyczące jej dzieci w Internecie.

Historia Wren otworzyła wielu ludziom oczy na temat pedofilli. Postanowiłam więc usunąć publiczne zdjęcia własnej córki i pozostawić dostęp do nich, tylko dla bliskiej rodziny i przyjaciół. Moim obowiązkiem jako jej matki jest chronić ją przed takimi rzeczami. Podjęłam inicjatywę usunięcia jej zdjęć, zanim coś takiego, jak sytuacja Wren, przydarzy się mojej własnej córce.

Czy rzeczywiście istnieją dowody na to, że Wren jest pod obserwacją grup pedofilskich? A może cała afera to rodzaj zbiorowej histerii i pisania teorii spiskowych? Jak twierdzą eksperci, z pozoru niewinne treści w internecie są głównymi materiałami, które trafiają na pedofilskie strony.

Komentarza w tej sprawie udzielił nam prof. WWSSE dr Jakub Andrzejczak, Kierownik Zakładu Socjologii Edukacji, badacz w dziedzinie edukacji, społeczeństwa i kultury w dobie cyfryzacji świata:

Moje analizy rzeczywistości cyfrowej wykazują, że zwykłe, niewinne materiały z udziałem dzieci, publikowane przez rodziców w mediach społecznościowych, stanowią znaczną część baz danych przestępców seksualnych. Posiadanie takiej świadomości pozwoliłoby rodzicom odpowiedzieć sobie na proste, retoryczne pytanie: Czy chcę, żeby moje dziecko stało się obiektem chorych, seksualnych fantazji?

Profil Wren Eleanor na Tik Toku
Autor: TikTok/ @wren.eleanor Profil Wren Eleanor na Tik Toku

Przeczytaj: Uwaga pedofile! Jak rozpoznać, że dziecko padło ofiarą molestowania seksualnego?

Skąd podejrzenie o obserwację przez pedofilów?

Początkowo, uwagę wnikliwych obserwatorów Tik Toka przykuły komentarze pod filmikami. A te są bardzo dwuznaczne.

  • One zawsze są ślicznotkami.
  • Zawsze chodzi o blondynki.
  • Ona wie co robi LOL
  • Ona jest słodka i może zrobić coś napalonego.

Nie tylko komentarze są jednak naprowadzające na myśl, że część odbiorców konta małej Wren to nie inni rodzice, ale osoby ze złymi zamiarami. Jeden z użytkowników Tik Toka, @hashtagfacts, zauważył, że film, na którym Wren ma na sobie krótką, pomarańczową koszulę, został zapisany ponad 45 tysięcy razy. Film przedstawiający Wren jedzącą hot doga - aż 375 tysięcy razy.

Jak podkreślają zatroskani internauci - to nie są treści, które ktokolwiek miałby potrzebę zapisywać. Nie są wyjątkowo zabawne, w rodzaju memów czy virali, które wysyłamy znajomym do pośmiania. Nie są także poradnicze, by ktoś miał potrzebę do nich wrócić w przyszłości. 

Niepokojące są także wyszukiwania Wren w przeglądarkach internetowych. Wpisując jej imię i nazwisko, w podpowiedziach od razu pojawia się wspomniany "hot dog" czy "tampon". Na marginesie, filmik na którym dziewczynka bawiła się tamponem pocierając okolice krocza, to jeden z tych, które jej matka postanowiła wykasować z profilu po tym, jak sprawa zyskała rozgłos. 

Wren Eleanor
Autor: screenshot Wren Eleanor

Stanowisko Jacquelyn - mamy Wren Eleanor

Kilka tygodni po tym, jak sprawa nabrała dużego rozgłosu, na początku sierpnia mama dziewczynki opublikowała kilkuminutowe oświadczenie. Przyznaje w nim, że ostatni czas był dla niej niezwykle trudny. Kobieta broni jednak swojej działalności w internecie twierdząc, że jest samotną matką, a poprzez prowadzenie wideo-bloga, chce zadbać o przyszłość finansową córki.

Jacquelyn powołuje się także na dane z Tik Toka, twierdząc, że prawie 80% jej obserwujących to kobiety. Co więcej, podobno prosiła o pomoc FBI, które nie odnalazło publikowanych przez nią materiałów na stronach pedofilskich. Ponadto, twórcy TikTok’a, podobno nie dopatrzyli się w opublikowanych przez nią materiałach żadnych treści niezgodnych ze standardami społeczności. Jak sama przyznaje, powinna staranniej przeglądać i kasować niestosowne komentarze.

Przeczytaj: Podręcznik do HiT pod ostrzałem: zawiera treści pedofilskie? Psycholog dziecięca: "za to grozi kara"

Czy zatem kobieta mogła nie widzieć zagrożenia w publikowaniu filmików na prośbę anonimowych obserwatorów? Co prawda, dla zdrowego człowieka są to naturalne, zwyczajne nagrania. Ale nie dla pedofila. Tylko czy to usprawiedliwia Jacquelyn? Wielu komentatorów afery twierdzi, że kobieta doskonale wiedziała, co i dla kogo robi. Nawet jeśli tak było, większość rodziców w sieci, nie zdaje sobie do końca sprawy z zagrożenia.

Przeciętny rodzic nigdy nie dotarł przecież do darknetu i stron pedofilskich, mało tego jest dość oporny na wiedzę w tym zakresie, rzadko korzysta ze szkoleń oferowanych np. przez placówki oświatowe, niejednokrotnie po prostu nie chce tej wiedzy posiąść, wręcz się jej boi. - podkreśla prof. WWSSE dr Jakub Andrzejczak.

Tik Tok @wren.eleanor
Autor: Tik Tok @wren.eleanor Tik Tok @wren.eleanor

Ważny komentarz w sprawie od "pokolenia Z"

"Pokolenie Z", czyli młodzi ludzie urodzeni pomiędzy 1995 a 2010 rokiem to pierwsza generacja, która już od samego początku dzieciństwa miała styczność z internetem. Dzisiaj są to ludzie pomiędzy 27. a 12. rokiem życia. To pierwsze pokolenie dzieci, które od małego istniały w sieci poprzez publikację ich wizerunku przez rodziców. Ich zdanie, według ekspertów powinno być kluczowe w kwestii oceniania zasadności obecności dzieci w internecie - w mediach społecznościowych rodziców.

Jeszcze kilka lat temu jedynie przypuszczaliśmy, co może stać się ze zdjęciami czy filmami, w których bohaterami są nasze dzieci. Dziś mamy tego żywe dowody - ludzi, którzy są już dorośli, a którzy do dziś żyją z piętnem dziecka z internetu. Niestety, część z nich odnalazła swoje materiały na pedofilskich platformach w ciemnych zakamarkach świata cyfrowego - zaznacza prof. WWSSE dr Jakub Andrzejczak

Sprawdź: MOLESTOWANIE SEKSUALNE dzieci: jak rozmawiać z dzieckiem o pedofilii

Jedną z takich osób jest 20-letnia dziś Audrey, prowadząca kanał @audreyisinjured na TikToku. Dziewczyna w jednym ze swoich filmów odnosi się do sprawy Wren Eleanor. Opowiada o tym, jak w 2009 roku, gdy miała 7 lat, jej mama opublikowała swój pierwszy filmik na YouTubie, na którym ona i jej 3-letnia siostra bawiły się domkiem dla lalek. Filmik był nagrywany z okazji urodzin młodszej siostry Audrey, więc dziewczynki zdmuchiwały świeczki i bawiły się w urodzinowe przyjęcie.

W momencie publikacji mama Audrey miała zero subskrybentów, a filmik znalazł się w Internecie, bo kobieta po prostu uznała go za uroczy i chciała pokazać znajomym. Filmik jednak w krótkim czasie zdobył 1,5 milionów odsłon. Dlaczego? Jak zaznacza młoda kobieta, w pewnym momencie, dziewczynki po zdmuchnięciu tortu wyjmowały z niego świeczki i zjadały z nich resztki kremu - jak to lubią robić dzieci. 

Pamiętam czytanie komentarzy, gdy miałam 9 lat. Jeden z nich mówił: "Ummm, liż tą świeczkę, omn omn omn". Byłam dzieckiem i uznałam to za zabawny komentarz. Nie rozumiałam dlaczego moja mama usunęła wtedy takie niewinne wideo. Moja mama mówiła mi, że to ją wystraszyło, że wideo miało tak wiele odsłon bez wyraźnego powodu. Pomijając fakt, że pomysł lizania świeczek był niewinną inwencją 7-latki, a moja mama wstawiła to do internetu mając zupełnie czyste intencje, to ja muszę żyć z wiedzą, że byłam obserwowana przez grupy pedofilskie, gdy byłam dzieckiem.

Dowiedz się: Bezpieczne dziecko w Internecie - filtry i blokady rodzicielskie

Większość współczesnych rodziców uznaje wideo-blogi na Tik Toku czy profile na Instagramie za fajny, nowoczesny sposób na zapamiętywanie rodzinnych chwil. To dla nich coś jak nowa wersja pamiętnika czy albumu. Gdzie jest ta granica, w której to co robimy jako rodzice publikując w internecie nasze rodzinne kadry, może stać się niebezpieczne?

Pamiętniki czy albumy były pamiątkami rodzinnymi, wspomnieniami dla najbliższych, rodziny czy przyjaciół. I oczywiście, nikt nie zabrania nam dzielenia się nimi z innymi osobami, które znamy, a z którymi nie łączą nas tak silne relacje. Granicą jest - w mojej opinii - dostarczanie ich anonimowej publiczności. Pojawia się wtedy niebezpieczeństwo, że wykorzystane zostaną na różne sposoby, całkowicie niezgodnie z intencją twórcy. - podsumowuje prof. WWSSE dr Jakub Andrzejczak

Tik Tok @wren.eleanor
Autor: Tik Tok @wren.eleanor Tik Tok @wren.eleanor