„Nigdy później aż tyle nie płakałam” – 6 trudnych historii poronień naszych czytelniczek

2020-10-15 10:43 Sonia Młodzianowska
Poronienie - historie czytelniczek
Autor: Getty images

Poronienie to jedno z najtrudniejszych doświadczeń życiowych. Chociaż poronienie występuje często, bo dotyka 15-20 proc. kobiet, to nie jest łatwo o nim mówić. Na opowieść o utracie ciąży zdecydowało się sześć naszych bohaterek. Przeczytaj, jak przetrwały tę trudną sytuację.

Poronienie w wielu kręgach nadal stanowi temat tabu. Dowodzi tego, chociażby to, że często niechętnie mówi się o nim nawet wśród najbliższych. Aby wesprzeć kobiety, które utraciły ciążę i pokazać, że z tymi trudnościami zmaga się wiele z nas, serwis MjakMama.pl odszukał sześć bohaterek, które podzieliły się tym trudnym doświadczeniem.

O tym, co czuły, jak sobie poradziły z poronieniem i czy ponownie zaszły w ciążę opowiadają poniżej czytelniczki Paulina, Patrycja, Natalia, Natalia S. oraz dwie bohaterki, które chciały pozostać anonimowe.

Poronienie to doświadczenie, które zostaje w kobiecie na zawsze…

Gdy kobieta chce zajść w ciążę i wreszcie zobaczy na teście ciążowym dwie kreski, to najczęściej ogarnia ją wielka radość. Dzieli się wiadomością z ukochanym, najbliższymi, idzie na wizytę do ginekologa i wykonuje badania... Rzadko kiedy ciężarna myśli, że jej upragniona ciąża może zakończyć się poronieniem.

Nikt nie spodziewa się takiego scenariusza. U większości poronienie następuje nieoczekiwanie, nie jest poprzedzone alarmującymi sygnałami i u każdej ciężarnej może wyglądać inaczej. Niektóre kobiety w ciąży dowiadują się o nim na wizycie kontrolnej, co wydarzyło się także u naszej bohaterki Natalii S.

– Poszłam do mojego ginekologa na zwykłą wizytę kontrolną w 15. tygodniu ciąży i nigdy nie pomyślałabym, że ona wszystko przekreśli. Okazało się bowiem, że serduszko mojego dzieciątka przestało bić. Ot tak, po prostu. Dostałam skierowanie do szpitala. Miałam nadzieję, że może tam okaże się to wszystko nieprawdą, złym snem... Niestety badania potwierdziły, że nie żyło – wspomina.

Podczas poronienia często pojawiają się objawy takie jak nagłe, niepohamowane plamienie oraz skurcze, które mogą wystąpić podczas snu lub codziennych czynności takich jak spacer, praca czy zakupy. Wtedy rusza machina procedur. Jak wspomina nasza druga bohaterka, Natalia, krwawienie z każdą minutą przybiera na sile, dlatego jak najszybciej trzeba jechać do szpitala.

– Właśnie tam oznajmili mi, że właśnie ronię. Serduszko nie bije (nawet nie zdążyliśmy go usłyszeć), dziecko nie żyje, a oni czekają na decyzję, czy zgadzam się na zabieg łyżeczkowania. Zgodziłam się, bo nie było innego wyjścia. Miałam się przebrać i od razu pojechać na zabieg, jednak wraz z mężem nie byliśmy w stanie tego zrobić – usiedliśmy i cały czas płakaliśmy.

Położne mówiły, że już czas i trzeba iść, ale nie mogliśmy się rozstać. (…) Zostawiałam za sobą pełno krwi, ledwo szłam, bo skurcze były silne. Zabieg wykonali w znieczuleniu ogólnym – ledwo zdążyłam zamknąć oczy, już mnie wybudzili. I już czułam, że została tylko pustka – ze smutkiem wspomina Natalia.

Poronienie związane jest także z tym, że nierzadko kobiety stają przed poważnymi dylematami. Jak wspomina jedna z naszych bohaterek, Natalia S., najtrudniej było, gdy podano jej tabletki poronne.

– Miałam wątpliwości, by je zażyć. Wiedziałam, że gdy je połknę, będzie to realny koniec mego szczęścia. Biłam się z myślami, co zrobić, ale skoro miałam robione USG na czterech różnych aparatach i żaden z nich nie wykazał funkcji życiowych dziecka, to nie mogli się mylić.

Moje dziecko nie żyło. Z wielkim bólem i z łzami w oczach, połknęłam podane mi tabletki, a po paru godzinach „urodziłam” swoje maleńkie dzieciątko, któremu nie było dane żyć na tym świecie. Był to chłopiec – mówi z żalem.

Czytaj: Ciąża po poronieniu - czy każda następna ciąża jest zagrożona?

Paulina wspomina: „Pobyt w szpitalu to istny cyrk”

Oprócz traumy poronienia, która zostaje w kobiecie na bardzo długo, często nawet całe życie, nasze bohaterki podkreślają, jak dramatyczny był dla nich pobyt w szpitalu. Niestety wiele polskich placówek nie jest przygotowanych do przyjęcia kobiety, która właśnie utraciła ciążę.

O nieświadomości ich potrzeb świadczy, chociażby to, że umieszcza się je na salach, gdzie tuż obok znajdują się kobiety w ciąży, które np. słuchają dźwięku KTG. – To istne tortury! – wspomina jedna z naszych bohaterek.

Ponadto Paulina dodaje, że kobiety po poronieniu zostawione są tam same sobie, a personel medyczny, w tym lekarze, są nieczuli i niekontaktowi.

Paulina została przyjęta do szpitala o godzinie 8, zabieg wykonano o godzinie 23, a w tym czasie lekarz zajrzał do niej tylko raz. – Nikt ze mną nie rozmawiał, nic nie tłumaczył. Nie poinformowano mnie o prawie do pochówku czy połowie urlopu macierzyńskiego. Nie zaproponowano pomocy psychologa czy księdza. Czułam ból psychiczny i fizyczny, totalną pustkę, samotność i beznadzieję – mówi z żalem.

„Dlaczego to się tak skończyło?”

Każda z naszych bohaterek przeżywała żałobę po stracie dziecka. I bez względu na to, ile ona trwała, zawsze wiązała się z ogromny bólem, z którym trudno im było sobie poradzić. Pojawiał się płacz, smutek i rozgoryczenie.

Jedna z nich, Patrycja, wspominała, że nigdy wcześniej i póki co nigdy później nie płakała aż tyle. Dodatkowo po poronieniu nie chciały słyszeć o kolejnej ciąży. Nie mogły także znieść widoku dzieci w wózkach bądź tych starszych.

– Wizyty znajomych z dziećmi zawsze próbowałam po prostu przetrwać z zaciśniętym gardłem, po czym po wyjściu gości krzyczałam i płakałam w poduszkę. Próbowałam przyzwyczajać się do myśli, że mogę nie mieć dzieci i że być może nie powinnam być z mężem, bo ze mną nie może mieć dzieci i mogę nigdy nie dać mu tego szczęścia.

Nie mogłam jednak znieść myśli, że nigdy nie dowiem się, jak wyglądałyby nasze dzieci. Jakie miałyby oczy, włosy, jak by się śmiały. Ta myśl była najgorsza, była jak rozdrapywanie ogromnej rany – podkreśla anonimowa bohaterka.

Niestety bardzo często kobiety, które poroniły, zostają po stracie same ze swoimi emocjami. Chociaż próbują żyć normalnie, to często ze łzami w oczach szukają odpowiedzi na pytanie „Dlaczego tak to się skończyło?”.

Na szczęście coraz więcej kobiet nie wstydzi się mówić, że doświadczyły poronienia, dzięki czemu służą innym wsparciem i zrozumieniem. Bo chociaż wiele kobiet może liczyć w tym momencie na wsparcie męża i rodziny, to są też takie, które spotykają się z niezrozumieniem bliskich, którzy nierzadko uważają, że niepotrzebnie rozpamiętują lub za bardzo przeżywają utratę dziecka.

W konsekwencji sprawia to, że tłumią żal, smutek oraz wszystkie trudne emocje, które jeszcze bardziej pogarszają ich stan. Warto wiedzieć, że w takich sytuacjach można znaleźć wsparcie u obcych osób, którzy potrafią udzielić profesjonalnej pomocy.

Psychoterapeuci i psychologowie często odbywają konsultacje z kobietami po stracie, co umożliwia przepracowanie tego wydarzenia, poprawę kondycji psychicznej i ostatecznie – pozwala rozpocząć nowy etap w życiu.

Ważne!

Większość poronień, bo aż 80 proc. następuje w pierwszych 12. tygodniach ciąży. Jeśli poronienia się powtarzają, nie można ich bagatelizować. Najważniejsze to znaleźć lekarza, który zamiast mówić „starajcie się dalej”, zleci badania diagnostyczne i poszuka przyczyn tego stanu.

Ciąża po poronieniu – niedowierzanie, strach, obawy i co jeszcze?

Upragnione dwie kreski na teście ciążowym – dla kobiet po poronieniu to radość, ale i powrót do przeszłości, która często napełnia ich oczy łzami. Decydując się na podjęcie starań po raz kolejny, nasze bohaterki często mówiły, że chcą tego ryzyka, by zawalczyć o nowe życie.

– Było nerwowe wyczekiwanie i bieganie do apteki po testy. Z jednej strony chciałam dziecka, ale z drugiej – potwornie się bałam. Czego? Nadal nie byłam dość silna, aby stracić kolejne maleństwo – wspomina bohaterka, która chce pozostać anonimowa.

Na szczęście wiele z nich w krótkim czasie ponownie zachodzi w ciążę. Jak wspomina bohaterka Natalia: – Wtedy jest szok i niedowierzanie. Radość pomieszana ze strachem, by znów nie przechodzić przez takie traumatyczne wydarzenia. Gdy ponownie zobaczyłam dziecko podczas badania USG, znów usłyszałam bicie maleńkiego serduszka, znów rosła we mnie radość.

Niestety, ciąże po poronieniach są pełne trudnych emocji. Kobietom praktycznie każdego dnia towarzyszy lęk, a na wizytach pojawia się strach, czy aby lekarz nie będzie miał dla nich tych najgorszych wieści. Odtwarzając tamten czas, nasze bohaterki mówią, że bały się na każdej wizycie, nawet wtedy, gdy minął newralgiczny tydzień, w którym poroniły poprzednią ciążę.

Kobiety w ciąży, które poroniły, mają także trudności wynikające z innych względów. Doświadczyła ich jedna z naszych bohaterek, Natalia, która po 4 miesiącach kontrolowania cykli, ponownie zaszła w ciążę.

– Udało nam się! Gdy zobaczyliśmy pozytywny test ciążowy, serce waliło jak młotem. Ponownie zaczęliśmy informować rodzinę i znajomych, ale to nie było już to samo. Nikt się nie cieszył oprócz nas. Każdy mówił, że sytuacja może się powtórzyć. Było nam z tego powodu bardzo przykro…

Czytaj: Ciąża zagrożona - jakie są przyczyny ciąży zagrożonej?

Jak sobie radzić z trudnymi emocjami w ciąży?

Kobieta, która po poronieniu zachodzi w kolejną ciążę, jest pełna obaw. Żyje w strachu, czy tym razem po 9 miesiącach ciąży będzie mogła zobaczyć swoje wyczekiwane dziecko. Przez to dla wielu z nich nie zawsze jest to czas radosny.

Jednak jak podkreśla jedna z naszych bohaterek, która chce pozostać anonimowa: – W ciąży po wcześniejszym poronieniu o towarzyszących lękach warto powiedzieć mężowi, a także, i chyba przede wszystkim, lekarzowi. W takich chwilach mąż wspiera sercem, a lekarz nauką, czyli wiedzą i przeprowadzanymi badaniami.

Warto także pamiętać, że są inni specjaliści np. psycholog, którzy są w stanie pomóc poradzić sobie z trudnymi emocjami. U nich można porozmawiać o smutku, żalu i obawach, dzięki czemu nie tłumi się ich, a w konsekwencji nie narastają i kobieta może poczuć się lepiej.

A jak wspominają nasze bohaterki, „warto przezwyciężyć swoje leki i strach, bo można rozpocząć niesamowitą podróż i być szczęśliwymi.”

Gdy wreszcie przyszedł czas na radosny happy end!

Doświadczenie poronienia jest traumatyczne i często boli latami, a o utraconym dziecku nierzadko pamięta się całe życie. Jednak warto mieć nadzieję, że wreszcie ciążowa historia zakończy się radośnie i będzie można przywitać na świecie ten mały cud. Jak to wyglądało u naszych bohaterek?

Patrycja: O drugiej ciąży dowiedziałam się dokładnie w tym samym tygodniu, w którym straciłam poprzednią. Ta ciąża nie była taka, jak u większości kobiet – starałam się nie cieszyć za bardzo, podchodziłam do niej na chłodno, przez jakiś czas nawet nie informowaliśmy o niej rodziny i znajomych.

Odetchnęłam dopiero w połowie ciąży i wtedy zaczęła się ona dla mnie tak naprawdę. We wrześniu 2016 roku, dokładnie po roku od tamtego poronienia, urodziła się moja wyczekiwana Victoria. Obecnie jestem w kolejnej ciąży – w 18. tygodniu.

Natalia: Usłyszeliśmy, że jest zarodek, bije serduszko i już spadł nam kamień z serca. Cały dzień płakałam ze szczęścia, ale gdzieś z tyłu głowy miałam poprzednie poronienie, więc czekaliśmy do końca 1. trymestru i kiedy tylko zaczął się 15. tydzień ciąży, w końcu odetchnęliśmy z ulgą, mimo że jeszcze nie do końca docierało do nas, że za kilkanaście tygodni maluszek będzie z nami. Teraz jesteśmy w 37 tc. Czekamy na poród, by móc cieszyć się tym cudem i co też ważne – wszyscy wyczekują razem z nami.

Natalia S.: Jakie było moje zaskoczenie, gdy po 4. miesiącach od poronienia, znów zaszłam w ciążę. (…) Gdy w 12. tygodniu ciąży wystąpiło u mnie krótkotrwałe, choć dość obfite krwawienie, myślałam, że to koniec i że znów straciłam swoje dzieciątko.

Udałam się do swojego ginekologa i totalnie nie spodziewałam się usłyszeć tego, co powiedział. Krwawienie ustało, przyczyna nieznana... A dzieciątko? Żyło, mało tego, okazało się, że jestem w ciąży bliźniaczej.

Znów szok i niedowierzanie! Weszłam do gabinetu ginekologa załamana i pełna obaw, a wyszłam totalnie zaskoczona. Urodziłam dwie zdrowe dziewczynki, które dzisiaj mają już pół roku.

Druga ciąża nie wymazała złych wspomnień, nie sprawiała, że zapomniałam o swoim synku, o stracie, ale pomogła mi się podnieść i znów cieszyć się życiem.

Paulina: Ze względu na dodatkowe schorzenia lekarze dawali nam znikome szanse na kolejną ciążę. Po tylu nieudanych próbach zaproponowano inseminację – wtedy już wiedziałam, że będzie to ostatnia próba zajścia w ciążę – miałam dość lekarzy, ich braku kompetencji i liczenia na cud.

I tak w grudniu 2018 roku miała zostać przeprowadzona inseminacja, a w listopadzie okazało się, że jestem w ciąży. Zatem jednak wydarzył się cud!

Anonimowa bohaterka: Kolejna ciąża była pełna obaw, zwłaszcza do 12. tygodnia ciąży, ponieważ właśnie wtedy straciłam pierwszą ciążę. Bałam się prawie na każdej wizycie. Jednak po porodzie poprzez cięcie cesarskie płakałam, w końcu ze szczęścia. Dzięki wykonaniu szeregu badań i znalezieniu przyczyny powtarzających się poronień, teraz mam syna.

Anonimowa bohaterka: Gdy udało mi się zajść w ciążę, od razu jak tylko poszłam do lekarza, dostałam zwolnienie. Nie było mowy o tym, abym potrzebowała dodatkowego stresu, wysiłku, emocji itp. Miałam o siebie dbać i wypoczywać.

Tym razem udało się do samego końca wytrwać, jednak całą ciążę z tyłu głowy były niesamowite obawy. Teraz jestem mamą dwóch cudownych maluchów. Warto zatem przezwyciężać swoje lęki i strach, bo można rozpocząć niesamowitą podróż – teraz jestem szczęśliwa!

Sonia Młodzianowska
Sonia Młodzianowska
Dziennikarka, redaktorka, copywriter. Publikuje w czasopismach i na portalach o tematyce zdrowotnej i parentingowej. Należy do Stowarzyszenia Dziennikarze dla Zdrowia.
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W magazynie Dziecko Zakupy i My: ponad 200 polecanych produktów dla mamy, dziecka i kobiet w ciąży, a także inspiracje i porady dla całej rodziny! Sprawdź, jak zadbać o najbliższych – czytaj już za 3 zł!

Sprawdź
Dziecko zakupy i my
KOMENTARZE